Czy jako naród pragniemy sukcesów?

Otwarta i teoretyczna dyskusja na temat psychologii jako nauki. Między innymi zagadnienia z psychologii społecznej, psychologii klinicznej i psychologii w sporcie.
Awatar użytkownika
Daria
Administrator
Posty: 752
Rejestracja: 21 maja 2011, o 21:52
Kontakt:

4 lip 2013, o 19:18

Nie wiedziałam jak zatytułować temat, jednak do jego rozpoczęcia natchnęły mnie ostatnie wydarzenia sportowe z udziałem Polaków. Sportem zajmuję się zawodowo i nie zawsze kibicuję jak stereotypowy telewidz i internauta. Spoglądam na wydarzenia sportowe przez nieco bardziej fachowe okulary.

Nie mniej...ilekroć polscy sportowcy osiągają sukcesy dochodząc do miejsc medalowych podczas imprez mistrzowskich lub zdobywają najróżniejsze trofea i mają tzw. "dobrą passę" na arenie międzynarodowej siłą rzeczy stają się postaciami społecznie ważnymi. Szczególnie w dobie mediów społecznościowych tzw. szum wokół nich jest ogromny. Za sukcesy sportowcy są uwielbiani, a polscy kibice określani są mianem najlepszych na świecie. Za sukcesami idzie popularność danej dyscypliny sportu. I tak...38 milionów Polaków stawało się w przeszłości po kolei: trenerami skoków narciarskich, ekspertami w dziedzinie pływania, fachowcami z zakresu biegów narciarskich, a ostatnio tenisa i kolarstwa (Wimbledon i Tour de France). Do grona społeczeństwa komentującego zawzięcie tego typu wydarzenia dołączają media rozkręcając wspomniany szum i napędzając go. Oczekiwania względem sportowców szybują w górę, a społeczeństwo nie wybacza potknięć i porażek szybko zapominając o tych, których niedawno uwielbiano. Nie jest to oczywiście reguła, ale kiedy zastanowimy się nad ilością i jakością treści o negatywnej konotacji w takich sytuacjach dojść można do wniosku, że istnieje pewna prawidłowość w tym zakresie.

Zastanawiam się, obserwując środowisko sportowców i próbując przenieść te mechanizmy na inne sfery życia, czy jako społeczeństwo jesteśmy sfrustrowani naszą sytuacją? Czy pragniemy sukcesów tak bardzo, że kiedy pojawiają się (w skali narodu) pragniemy się wszyscy dowartościować i stąd tak wielkie emocje, presja, utożsamianie się? A może taki nasz narodowy charakter, że uwielbiamy komentować i znać się na wszystkim?

Zaznaczam, że w innych krajach (narodowościach) zjawiska te nie występują w aż takim nasileniu.
nastazja
Posty: 2
Rejestracja: 13 lip 2013, o 14:24
Lokalizacja: Lublin

13 lip 2013, o 14:44

Chodzi mi po głowie też kilka innych zjawisk, chociażby przekonanie, że polskie uczelnie są bardzo słabe, więc nie mamy szansy startować chociażby na doktorat na Harvard. Nie chcę tutaj rozpoczynać polemiki dotyczącej poziomu nauczania, ale faktem jest, że rozpoczęcie przewodu doktorskiego, czy chociażby aplikowanie i rozpoczęcie studiów magisterskich na, dajmy na to Oxfordzie jest w zasięgu naszych rąk- kwestia pracy, upartości, nie zawsze czynnikiem blokującym są kwestie materialne (ośmielę się nawet stwierdzić, że działa to w najmniejszym stopniu), natomiast wiodące jest mówienie `no, ale co Ty! na Oxford? a daj spokój, gdzie bym tam sobie poradził...`- my w ogóle mamy kompleks niższości. Kompleks niższości, bo wojna, komuna, represje, pensje niższe, bo z pracą trudno, a jak za granice wyjechać to w większości miejsc mają już nas po dziurki w nosie, ale przecież nie potrafimy się wyprzeć Polski, ostatecznie powiedzieć i poczuć, że to najgorsza dziura jaką możemy sobie wyobrazić- poskamlemy, pomarudzimy, a w sercu będziemy mieć dalej jej specyfikę, dzieciństwo tutaj spędzone, tuziny znajomych i rodzinę, więc traktujemy tych `mistrzów` jak wybawców- oni pozwalają nam bez cienia wątpliwości kochać tę Polskę, chwalić się nią i cieszyć, a jeśli nam ten komfort zabiera, to siłą rzeczy gonimy go z kijem, bo każe nam wrócić do poprzedniego myślenia.
ODPOWIEDZ