Jak radzić sobie psychicznie z niepłodnością

Rozmawiamy na temat niepłodności, adopcji, straty ciąż. Jest to również dział dla dorosłych adoptowanych.
ODPOWIEDZ
henia58
Posty: 3
Rejestracja: 14 lis 2018, o 22:48

14 lis 2018, o 23:23

Mam dwoje synów. Młodszy syn ma roczną córeczkę. Starszy syn jest w związku z partnerką od ponad 3 lat. Oboje chcą mieć dziecko, ale mają z tym problem. Leczą się od roku. Po nieudanych próbach inseminacji zdecydowali się na in vitro. Problemem partnerki jest dodatkowo i to, że b.stresuje się niemożnością zajścia w ciążę. Bardzo pragną dziecka. Ale myślę, że problem z zajściem w ciążę odbija się też na psychice partnerki syna. Podczas wizyt u nas unika kontaktów z córeczką młodszego syna, opuszcza towarzystwo, zaczyna również unikać przyjazdów na spotkania rodzinne. Syn mówi, że nie radzi sobie ze sobą widząc małe dziecko którego sama nie może mieć. Nie ma jednak tego problemu gdy widuje się z dzieckiem swojej siostry bliźniaczki. Ostatnio unika całkowicie spotkań w naszej rodzinie w sytuacjach kiedy jest młodszy syn z rodziną. Jest im tez przykro z tego powodu. Unika również spotkań ze znajomymi syna, nie ma ochoty wychodzić na jakieś imprezy czy do kina. Jedynie co to utrzymuje kontakt z własna rodziną.
Nie wiem, czy to jest naturalne w takich przypadkach, czy partnerka syna potrzebuje pomocy psychologicznej już? Chociaż twierdzi, że szkoda kasy na psychologów bo jej i tak to nie pomoże.
Proszę o komentarze czy można im jakoś pomóc? Jak się zachowywać, żeby nasze stosunki były poprawne
Awatar użytkownika
violla
Moderator
Posty: 785
Rejestracja: 12 sty 2014, o 20:34

15 lis 2018, o 21:12

Psycholog jest też na NFZ, nie trzeba tracić kasy. Wystarczy poprosić rodzinnego lekarza o skierowanie na terapie psychologiczną. Problem jedynie w tym, że może ona nie chce pomocy psychologicznej. Zablokowała się i przez to izoluje się od innych. Pogarsza sprawę, ale to ona musi zrozumieć. Nikt jej nie pomoże jeśli sama nie będzie chciała pomocy.
Moze Wasza rodzina powoduje u niej jakiś dyskomfort? Wypytujecie, nawiązujecie do problemu, próbujecie okazać zrozumienie, a ona to odbiera jako wtrącanie się.
Czy syn i synowa to ludzie wierzący i praktykujący?
Czy rozważali adopcję dziecka?
"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz".
henia58
Posty: 3
Rejestracja: 14 lis 2018, o 22:48

10 kwie 2019, o 09:11

Viola, tu masz raję. Zablokowała się, nie chce pomocy psychologicznej bo wg niej nie jest potrzebna, nie chciała rozmawiac o tym problemie z nikim w naszej rodzinie, wręcz zakazała synowi o tym mówić a w jej rodzinie tylko matce wspomniała ale tylko dlatego, ze potrzebowała finansowego wsparcia na zabiegi in vitro. Jej siostra również nie wie o jej problemach i decyzji in vitro. Nie rozmawiali z nami a my nie pytaliśmy. Pewnie też i czuła dyskomfort w naszej rodzinie ze względu o którym pisałam w pierwszym poście. Chodzi o dziecko drugiego syna. Unikała kontaktu z nimi jak tylko mogła. Zawsze tłumaczyła sie tym a to, że zaziębiona i nie chce zarazić dziecka, a to ze wizyta u lekarzy itp. Nikt z nas ich nie odwiedzał, bo nie zapraszali. Przyjeżdżali do nas też rzadko ze względów o których pisałam wyżej.

Tylko powstał taki dyskomfort obecnie w rodzinie, ze na dzień dzisiejszy nie wiem jak dalej ułoży się ten związek syna.
Teraz też już wiem że każde nieopatrzne nasze zdanie na jakikolwiek temat był odbierany jako wtrącanie się.
Współczułam tej dziewczynie, tłumaczyłam jej zachowanie drugiej synowej , która mniej ja rozumiała bo odbierała jej zachowanie jako, że nie lubi jej dziecka albo jest zazdrosna. Nie krytykował nikt ich decyzji o in vitro. Wręcz przeciwnie.
Syn tez nic nie wspominał, że w ich związku już dzieje się coś niedobrego.

Apogeum problemu osiągnęło po ostatniej ich wizycie u nas. Ale podłoże było całkiem inne.
Otóż po pierwszej próbie in vitro o której nikt  w rodzinie nie wiedział bo był zakaz o tym wspominania doszło do zapłodnienia i niestety po 5 tyg. partnerka poroniła. Oczywiście to była wina syna. Nie wiedzieliśmy o tym nic aż do dnia wizyty u nas.
Otóz nie wiedząc o tym problemie w rozmowie był poruszany temat imprezy rodzinnej w ktorej mieli tez wziąc udział. Doszło do tematu i wówczas syn powiedział, ze oni jednak chyba nie pójda. Zapytałam dlaczego. Co sie stało. Powiedział że jego partnerka miała poronienie juz z m-c temu i nie czuje sie na siłach.
No i wówczas w trakcie rozmowy wybucha partnerka wręcz z agresywnym tekstem, ze to ich sprawa i że nie powinnismy się wtrącać. Potem uciekła z towarzystwa i reszte rozmowy podsłuchwała z pokoju. Rozmowy co prawda dalszej nie było, bo bylismy zaskoczeni zachowaniem. Syn poszedł do niej ale niestety przyszła na sniadanie dopiero na drugi dzien nie odzywając sie do nas. Posądzała nas potem, że ja obgadywalismy i że wszyscy ją obgadują.
Potem, przyjechał drugi syn z synowa i dzieckiem i niestety wspominam to jako najgorszą wizytę w zyciu w moim domu. Nie odzywały sie do siebie w ogóle. Do nas tez nie. Synowa z dzieckiem dlatego że tamta się nie odzywała a ta że obraziła się na nas i pewnie, że zobaczyła dziecko. Krótko po obiedzie obie się rozjechały a ja zostałam z niesmakiem wielkim.
Może niepotrzebne i niewłaściwe było moje dalsze zachowanie ale niestety tez uległam emocjom ostatnich zachowań i napisałam smsy do obu synów określając w nich niewłaściwe zachowanie ich obu partnerek. Jednej zarzuciłam, ze stres spowodowany zajsciem w ciązy odbija się na psychice a drugiej, ze nie rozumie tej pierwszej. I dodałam, że boję się aż swiąt.
I to wszystko.
Tak się zozyło, że partnerka syna tej starającej się o dziecko wyczuwała chyba, ze będzie dalszy ciąg komentowania jej zachowania i odczytała smsa z komórki syna. I zaczęło się.
Najpierw kłótnia z synem, ze to jego wina, ze nie może zajśc w ciążę, się wtrącam, że nikt jej nie rozumie, że nie ma wsparcia, że jej nienawidzę, że ja upokarzam i prześladuje od dluższego juz czasu itp.itp. Takiej tez treści przysłała do mnie smsa wręcz obrażając mnie jeszcze. Tego samego smsa wysłała do drugiej synowej i jednoczesnie pisząc do niej co mi napisała i jednoczesnie pisała, że je napuszczałam na siebie i że im sie tez wtrącałam bo zakazywałam mówić o ich drugiej ciąży. A oni poprostu sami nie wiedzieli jak i kiedy im o tym powiedzieć bo spodziewali się, że będzie im przykro. Zwlekali az powiadomili smsem własnie krótko przed ich wizytą.
Pierwszy raz od dłuższego czasu napisała do niej, bo dotychczas odkąd urodziło się im dziecko nie utrzymywała żadnego kontaktu z nimi.

Najgorsze jest jeszcze to,ze synowi postawiła warunek, żeby wybrał: albo ona albo rodzina. Że musi wybrać. Na jego argumentację jak to sobie wyobraża w przyszłości jakby było dziecko. Że będą jezdzic tylko do jej matki a tutaj nie. Powiedziala, że będą przyjeżdżac do jego brata i że jak będę chciala to mogę przyjechac i zobaczyc dziecko bo ona więcej tutaj nie przyjedzie.

Taki jest finał ostatnich zachowań partnerki synowej. Najgorsze jest to, że ona wymysla coś czego nie miało miejsca. Cos co przypisuje, że było powiedziane nawet w czasie obecności syna, a nie miało tego miejsca. Nie wiem co i jak będzie dalej. Ja chyba sama tez już potrzebuje psychologa nie wspomnę już i o nich.
Awatar użytkownika
violla
Moderator
Posty: 785
Rejestracja: 12 sty 2014, o 20:34

10 kwie 2019, o 22:03

Czy syn próbował namówić ją na terapie? Moze niech zaproponuje wspólną terapię jako jedno rozwiązanie, zamiast dokonywania tak trudnego wyboru. Widać, że brak dziecka bardzo negatywnie na nią wpływa i naprawdę potrzebuje pomocy psychologicznej. Ona cierpi i obarcza za to winą cały świat.
Znam 2 pary, które się rozeszły z powodu bezpłodności. Nie umiały się porozumieć, ale nie chodziły na żadne terapie. Z kolei jedna para postanowiła zapisać się na małżeńską terapię i uratowali związek.
Szkoda, ze postawiła takie ultimatum. Ta kobieta nie będzie szczęśliwa nawet gdy odseparuje męża od Was, bo problem jest w niej. Pewnie jest dobrą osobą, ale nieszczęśliwą. Najgorsze, że Ty nic nie możesz zrobić. Mam nadzieję, że syn wybierze mądrze. Choć w tej sytuacji to brzmi okrutnie, bo najrozsądniej jest nie musieć nikogo wybierać.
"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz".
henia58
Posty: 3
Rejestracja: 14 lis 2018, o 22:48

11 kwie 2019, o 09:21

Tak.Syn namawiał ją już wczesniej na terapię. Raz czy 2 razy nie wiem dokładnie ile razy byli u psychologa. Ale nie chciała więcej bo z tego co mi wspomniał teraz dopiero że nie chciała dalej chodzić. Bo mówił nie po jej mysli. Jak teraz mi syn powiedział, że np. jak psycholog mówił, ze kolejność jest taka że najpierw musi byc udany i szczęśliwy związek z którego przychodzą na swiat dzieci i o to trzeba sie starać wpierw a nie odwrotnie żeby usilnie ubiegac sie o dziecko nie dbać szczęśliwy związek. Jak nie będzie sie dbac o związek to nawet przyjscie dziecka na świat nie poprawi juz wtedy szczęścia w związku. Ze mimo nieudanych starań o dziecko trzeba starać się życ normalnie dbać o o szczęście w związku.No cos w tym stylu w każdym bądź razie im mówił.
A wracając do zaistniałej sytuacji dopiero teraz po tych zajściach syn powiedział, że już dużo wcześniej nie chciała do nas przyjeżdżać bo miała wrażenie, ze nie jest akceptowana przez nas, ze jest gorsza bo nie może mieć dzieci, że nie ma wsparcia, że ją obgadujemy. Ale jak można było jej dać wsparcie jak nic nie mówili o swoich problemach, skąd moglismy wiedzieć? Wiedzieliśmy tylko,że sie leczy ale żadnych szczegółów a tym bardziej, ze planują dziecko z in vitro. Przecież oni z nami nie rozmawiali o swoich problemach. Jeśli syn coś przebąknął to tylko zdawkowo. Raz powiedział, żeby nie pytac jej o dziecko bo jest b.drazliwa i żeby nie poruszac tego tematu. Nie umiała tez sie otworzyc przed drugą synową, żeby powiedzieć jej jak jest jej trudno gdy spotykają się i widzi ją szczęsliwą z dzieckiem czego ona nie może doświadczyć. A ta z kolei odbierała po swojemu, ze nie lubi jej dziecka. Tłumaczyłam jej ja i drugi syn, ze trudno je ja zrozumieć bo nie jest w takiej sytuacji. No ale jak mozna miec wpływ na myslenie innych jak sami tego nie doświadczą.
Teraz to juz myslę, że jej zachowania dalsze będą emocjonalne i nie racjonalne. Stawiając ultimatum synowi i wybór tak jak piszesz unieszczęśliwi ich obu.
Żal mi jest ogromnie tej dziewczyny mimo tych obraźliwych słów w smsie i niesłusznych posądzeń mnie o upokarzanie którego nie było miejsca. Tak sobie analizuje, czy nie wysłac jej smsa opisującego mój stosunek do niej czy cos by zmieniło?. Tylko nie wiem czy dotrze do niej czy zrozumie moja intencję czy odbierze znowu jako atak na nią lub tłumaczenie się bo poczuwam sie do winy. Do tej pory nie odpisałam nic na smsa a synowi powiedziała ze ja nie odpisałam bo teraz głupio sie czuje po takim smsie.
Na początku znajomości bardzo dobrze się rozumiałyśmy i rozmawiałyśmy sobie o wszystkich niemal sprawach. Rok temu nagle zmarł jej ojciec. Przeżyła tragedię. Współczułam jej bardzo. Wspierałam. Ale mówiła o swoich przeżyciach, dlatego wiedziałam co czuje i wspierałam. Potem po nieudanych próbach zajścia w ciążę ( może dlatego chciała iść szybko w macierzyństwo, zeby zapomniec o bólu po ojcu), zamykała sie w sobie izolowała od wszelkich informacji, syn tez nie mówił bo zakazywała. Więc nie rozumiałam i nie mogłam zrozumieć wszystkich jej problemów. Teraz w smsie mi pisze, ze to wszystko było udawane przeze mnie. :(
Awatar użytkownika
Monika
Administrator
Posty: 963
Rejestracja: 2 sty 2013, o 23:52

11 kwie 2019, o 12:08

Witaj Heniu,
Problem z bezpłodnością jest bez wątpienia jednym z najbardziej bolesnych przeżyć. Czytając jednak Twoje posty rzuciło mi się w oczy coś innego - jesteś w centrum sytuacji, która Ciebie bezpośrednio nie dotyczy. I jako matka świetnie rozumiem chęć pomocy dzieciom. Liczymy na to, że nasze słowa i działania coś zmienią, coś poprawią, sprawią, że będzie dobrze. W trudnych sytuacjach jednak często zamiast pomóc, pogarszamy sytuację. Problem z bezpłodnością jest tylko i wyłącznie problemem Twojego syna i synowej. Wyobraź sobie, że synowa ma teraz założone okulary, które na szkiełkach mają nalkejki w postaci dziecka przekreślonego wielkim czerwonym znakiem X. Jak widzi świat?
-Chcesz doradzić- wtrącasz się, bo jest bezpłodna
-Wytkniesz złe zachowanie - nienawidzisz jej, bo jest bezpłodna
-Jesteś miła, pomagasz (np. zapraszając na obiad) - litujesz się nad nią, bo jest bezpłodna
-Mowisz, że pogoda jest ładna - łatwo Ci się cieszyć bo nie jesteś bezpłodna
-Mowisz, że niebieskie to niebieskie, a jabłko to jabłko - pewnie uważasz tak dlatego, że ona jest bezpłodna.
I tak dalej...
Jaki wniosek wyciąga z Twoich działań? Uważasz, że przez bezpłodność jest kobietą niewartą Twojego syna. Wolałabyś na pewno, żeby Twój syn związał się z kimś innym. Nie ma znaczenia to, że to jest nieprawda, a Twoje intencje wobec niej są dobre. Ona widzi je przez okulary bezpłodności.
Dlaczego założyła te okulary? Najpewniej dlatego, że przez kłopot z zajściem w ciąże sama czuje się niestuprocentową kobietą, złą, chorą, niegodną, nienawidzi siebie, a uczucia te projektuje na bliskich. Czym jest projekcja? To nieświadome przypisywanie innym swoich emocji, uczuć, cech, sposobu myślenia itd. Dlatego, że sama myśli negatywnie o sobie, każdą interakcję z otoczeniem odbiera jako atak. Czuje się gorsza od Was (mam na myśli Ciebie i Twoją drugą synową), więc uważa, że Wy też macie ją za gorszą od siebie, cowięcej otwarcie między sobą o tym rozmawiacie na pewno, obgadujecie. Nic dziwnego, że nie chce się z Wami widywać. Nikt nie chce przebywać w towarzystwie, w którym nie jest akceptowany (nawet jeśli to tylko jej projekcja). Co więc zrobić? Trudno powiedzieć, bo cokolwiek zrobisz, ona i tak odbierze to po swojemu. Obstawiałabym jednak Twoje odsunięcie się. Przestań pośredniczyć między nią i drugą synową. Nie mów jej co myślisz. Nie poruszajcie ciężkich tematów. Dopóki sama nie upora się ze swoim bólem, Wasza relacja niech opiera się o rozmowy o pogodzie. Na tym Twoja rola w tej sytuacji się kończy. Pomoc synowej leży w gestii Twojego syna. Daj mu pole do popisu, poradzi sobie.
ODPOWIEDZ