Odpowiedzialny, rzetelny, profesjonalny... etyczny.

Awatar użytkownika
kacper
.
Posty: 1104
Rejestracja: 9 paź 2011, o 23:12

24 kwie 2013, o 23:48

Każda osoba, która decyduje się na wizytę u psychologa, psychoterapeuty, seksuologa jest przekonana, że specjalista, do którego trafia jest odpowiedzialny, rzetelny, profesjonalny... uczciwy, etyczny. W końcu ma tytuł magistra, często doktora, a nawet profesora. Ktoś tego specjalistę wykształcił zawodowo, ktoś ukształtował jego podejście do zawodu i pacjenta, wreszcie ktoś wpoił mu etykę zawodową...

Od dawna nosiłem się z zamiarem rozpoczęcia dyskusji na temat odpowiedzialności, rzetelności, profesjonalizmu... tych, którzy kształcą, wychowują, wreszcie dają uprawnienia zawodowe specjalistom, do których trafiamy z naszymi problemami i nadzieją na pomoc.

Dzisiaj trafiłem na program, od którego postanowiłem zacząć.

http://www.youtube.com/watch?v=fNAVM9zUN_c
cdn.
Awatar użytkownika
Hedwig
Posty: 42
Rejestracja: 3 gru 2011, o 18:03

25 kwie 2013, o 22:49

Będę psychologiem.

Tak zacznę, bo z punktu widzenia mojej wypowiedzi wydaje się to kluczowe stwierdzenie. Na jednej z warszawskich prywatnych uczelni pracuje dr hab. G. (nie jestem jeszcze zdecydowana podawać nazwy uczelni i nazwiska wykładowcy), która jest praktykiem. Wykłada przedmioty związane ze specjalnością "psychologia kliniczna", a więc obszarem kierującym studenta w stronę pracy z klientem i psychoterapii. Pani G. prowadziła na moim roku psychopatologię, teraz prowadzi terapię par i rodzin. Sama ma gabinet w Warszawie i niejednokrotnie snuje na wykładzie opowieści związane z tym, co dzieje się w jego wnętrzu podając przykłady nawiązujące do tematyki zajęć.

Pani G. opowiada na wykładach nieprawdę, myli wypowiedzi, nie realizuje pełnego programu zawartego w sylabusie, przekazuje nieprawdziwe informacje bez odniesienia do źródeł. Przykład? Opowiadając o pacjencie, u którego zdiagnozowała ADHD (opowiadała przez ok. 10 minut) chwaliła się, że tylko ona poskładała objawy i postawiła diagnozę. Skierowała pacjenta do odpowiedniego specjalisty. Po wspomnianych 10 minutach opowieści wyznała studentom, że "kiedy teraz tak o tym opowiada nie jest już pewna tej diagnozy". To nic. Na jednych z kolejnych zajęć powiedziała, że kiedy do terapeuty pracującego w nurcie terapii systemowej trafia rodzina, oznacza to, że należy leczyć cały system, bo to system jest chory. Powtarzała te zdania przez kilka kolejnych wykładów. Dopiero wyraźnie dopytana przeze mnie, co zrobiłaby, gdyby jeden z członków rodziny wykazywał np. objawy depresji czy zaburzeń osobowości i czy nie należy kierować takiego klienta na terapię indywidualną przyznała, że tak należy.

To jedynie drobne przykłady, które można mnożyć. Słuchając pani G. zastanawiam się nad kilkoma kwestiami:

a) Jaka jest odpowiedzialność szkoły za kształcenie studentów?
b) Jaka jest odpowiedzialność wykładowcy? Inna niż sumienie i moralność?
c) Co ma zrobić student, który trafiając na uczelnię nie musi wiedzieć i mieć świadomości wielu rzeczy? Sama wiem wiele i mam tą świadomość, ponieważ moi rodzice zajmują się psychologią i temat ten w praktyce jest nieustannie obecny w naszym domu. Gdyby nie to, nie mogłabym nawet zweryfikować wiedzy pani G.
d) Jak pracuje pani G. w praktyce? Inni wykładowcy mówią o niej jako o wartościowym pracowniku naukowym i osobie mającej dużą wiedzę. Przyznają jednak, że "jest dziwna, a jej wykłady pozostawiają wiele do życzenia"
e) Co z władzami wydziału? Wiem to, ponieważ rozmawiałam z dziekanem. Mało jest samodzielnych pracowników naukowych (przynajmniej dr hab.) i potrzebna jest taka osoba, aby kierowała zakładem psychologii klinicznej.

Podobnie jak przykłady, pytania również można mnożyć.

Słyszałam, że na UW ustawienia hellingerowskie są fakultetem i opisane są jako nowa metoda terapeutyczna, podczas gdy oficjalnie są uznawane (chociażby przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne) za psychomanipulację. NLP traktowane jest dziś również jako metoda terapeutyczna w wielu szkołach. Uczelnie wprowadzają psychologię jako kierunek prowadzony w systemie 3+2 (bolońskim), co oznacza, że po jakimkolwiek kierunku humanistycznym będzie można podjąć dwuletnie uzupełniające studia psychologiczne i skończyć je z dyplomem psychologa. Co z zawodem zaufania publicznego?

To o czym piszę to rażące przykłady braku etyki i rzetelności na uczelniach, a więc w miejscach, które powinny kształcić młodych psychologów. Oczywiście, prawdziwe nabywanie kompetencji kończy się wraz ze zdobyciem dyplomu magistra, ale studia stanowią bazę i podstawę niezbędną w dalszej drodze zawodowej.

Raz jeszcze pytam na koniec...Co ma zrobić student?
Cuddy: I don't want you to change. I know you're screwed up. I know you are always going to be screwed up. But you're the most incredible man I've ever known. You are always going to be the most incredible man I have ever known. So, unless you're breaking up with me, I am going home now.
Awatar użytkownika
Daria
Administrator
Posty: 752
Rejestracja: 21 maja 2011, o 21:52
Kontakt:

29 kwie 2013, o 22:44

Szkoda, że temat się nie rozwija, bo przykłady można mnożyć na każdym kroku. Dziś portal nauka.pap.pl opublikował coś, czego powinien się wstydzić.

http://www.naukawpolsce.pap.pl/aktualno ... logia.html

Oniemiałam. Poziom głupot wygadywanych przez dr Witkowskiego sięgnął zenitu. Już w trakcie dyskusji na temat stosowania testów projekcyjnych w badaniach opowiadał i opisywał różne "ciekawe" rzeczy, ale to przechodzi ludzkie pojęcie. Gdzie są źródła, rzetelne i trafne badania?

"Problemów z dzieciństwa nie trzeba zatem „przepracowywać”,

a także:

"kondycja psychiczna dziecka zwykle powraca do poprzedniego stanu już kilka miesięcy po traumatycznym przeżyciu. Jedynie u 10 proc. badanych po upływie pół roku występują jeszcze jakieś skutki urazu psychicznego.".
ODPOWIEDZ