Czy wymagam zbyt wiele?

Zapraszamy do działu poświęconego osobom zmagającym się z wszelkiego rodzaju uzależnieniami, a także ich najbliższym, w tym Dorosłym Dzieciom Alkoholików i Dorosłym Dzieciom pochodzącym z rodzin Dysfunkcyjnych.
ODPOWIEDZ
Fioletowa25
Przyjaciel Forum
Posty: 2607
Rejestracja: 11 lip 2012, o 11:25

17 lip 2012, o 22:23

Zostałam namówiona do napisania tego tematu przez moją partnerkę, którą od jakiegoś czasu usiłuję nakłonić do rzucenia palenia. Twierdzi, że wymagam od niej zbyt wiele i że jestem despotyczna.

Problem zaczął się, gdy postanowiłyśmy razem spędzić życie. Wcześniej jej palenie nie przeszkadzało mi, zresztą do tej pory nie mam problemu z "doraźnymi" skutkami palenia, tzn z zapachem, sprzątaniem petów czy kosztami.

Martwi mnie to, że długoletnie palenie (moja partnerka pali już od prawie 10 lat) jest praktycznie niezawodnym sposobem na sprawienie sobie raka płuc lub nerek. Szacuje się, że w naszym pokoleniu na nowotwór umrze przynajmniej 30% osób, a rak płuc stanowi najczęstszy przypadek tej choroby, sprawa więc nie jest jakąś abstrakcją. Na dodatek moja partnerka od dziecka ma problemy z sercem. Jestem głęboko przekonana, że walcząc o to, by rzuciła palenie walczę o jej życie. Nie chcę za kilka lat zostać sama, opłakując śmierć ukochanej osoby - śmierć, której można było uniknąć.

Usiłowałam jej to wielokrotnie wytłumaczyć. Często stwierdzała, że spróbuje rzucić - ograniczała lub wytrzymywała bez palenia jakiś czas po czym wracała do nałogu. Dwa razy obiecała, że na pewno rzuci palenie. Twierdziła, że nareszcie odkryła w sobie motywację; że teraz już sama tego pragnie.

Cóż, wygląda na to, że po prostu mnie okłamała. Cały czas zdaje się nie rozumieć, o co mi tak naprawdę chodzi. Twierdzi, że robię to z sadyzmu, że chcę ją zgnębić. Usiłuje mi wytłumaczyć, że rzucanie palenia to trudne zadanie oraz że palenie jest przyjemne - tak, jakby sądziła, że to ją usprawiedliwia i że są to koronne argumenty przeciwko moim. Jestem w stanie zrozumieć to, jak bardzo jej ciężko i pomóc jej, ale chciałabym, aby wykazała odrobinę wolnej woli. Mogłaby to zrobić chociażby nie przeinaczając moich słów, kiedy o tym rozmawiamy i nie zarzucając mi, że namawiam ją do rzucenia tylko dlatego, że gnębienie jej sprawia mi przyjemność. Na razie w ogóle nie dostrzega moich racji, ma swoją wizję mnie jako potwora, który postanowił dręczyć swoją partnerkę tak nonsensownym wymaganiem (porównała zakaz palenia do zakazu malowania paznokci na pomarańczowo - jako coś kompletnie absurdalnego i nie mającego związku z praktycznymi zagrożeniami). Wkłada mnóstwo energii w przekonywanie mnie, że nie mam prawa wymagać od niej takich poświęceń i że będzie palić, bo jej się to podoba i już.

Dzisiaj emocje sięgnęły zenitu. Dałam jej ultimatum - rzucenie palenia jako warunek bycia razem. Chciałabym po pierwsze być ze zdrową osobą a po drugie wiedzieć, że poważnie podchodzi ona do naszej wspólnej przyszłości i do moich obaw o jej zdrowie.
Zarzuciła mi despotyzm i wymuszanie swoich racji szantażem emocjonalnym. Odpowiedziałam jej na to, że faktycznie szantażuję ją, bo uważam, że jeśli nie ma dość silnej woli by podjąć właściwą decyzję w tak ważnej i dotyczącej nas obu sprawie, to mam prawo ją do tego zmusić.

Chciałabym (tzn właściwie ona chciałaby) zapytać Was o zdanie: Czy to za dużo? Czy stosuję zbyt ostre środki? Czy mam prawo wymagać od osoby, która ma być moim partnerem życiowym dbania o własne zdrowie?
Paputek

21 wrz 2012, o 22:50

Nawet lekarz nie ma prawa ratować życia człowieka wbrew jego woli. Słusznie Twoja partnerka posądza cię o despotyzm . Tak na prawdę czynisz to z lęku o siebie, nie o nią. Walczysz o siebie ,nie o nią. Boisz się samotności, chcesz zdrowia i życia tej kobiety dla samej siebie. Nie masz prawa narzucać jej swojego zdania i swojej woli. Ona może rzucić palenie jedynie kierowana własną wolnością, dojrzałością i miłością wobec samej siebie i drugiego człowieka. Robienie dobrych i zacnych uczynków pod presją i pod jakąś formą przemocy, nie ma wartości. Każda z was chce coś zatrzymać dla siebie. Odda to i zrezygnuje z tego, gdy będzie na to gotowa. Ty wyraziłaś swoją troskę i niepokój (choć według mnie podszyte są lękiem o siebie) ,resztę zostaw jej.
Fioletowa25
Przyjaciel Forum
Posty: 2607
Rejestracja: 11 lip 2012, o 11:25

22 wrz 2012, o 12:02

Oczywiście, że robię to dla siebie. Uważam, że jest mi to winna - w momencie, gdy przyjęła pierścionek zaręczynowy coś mi obiecała, przestała być obcym człowiekiem, od którego nie mogłabym niczego wymagać; przestała żyć sama dla siebie. Na tym polega związek: dwoje ludzi rezygnuje z części swojej wolności na rzecz tej drugiej strony.
Gdybym nadal miała uznawać jej całkowitą niezależność, pozwalać, żeby żyła całkowicie obok mnie, podejmując decyzje bez żadnej konsultacji ze mną to po co w ogóle jakiekolwiek ustalenia, obietnice i plany? Czym wtedy różniłby się nasz związek od relacji współlokatorek, które okazjonalnie ze sobą sypiają?
roztropna28
Posty: 24
Rejestracja: 5 wrz 2012, o 09:22

22 wrz 2012, o 16:54

wiesz Fioletowa, wcale sie nie dziwię, że sie boisz o osobe, która kochasz.dlatego też tak kategorycznie wyraziłaś swoje oczekiwania dotyczące rzucenia przez nia palenia.rozumiem twoja troskę.pomyśl jednak, może u niej włącza sie system obronny typu "nie zrobie tego tylko dlatego, że ty mi karzesz". wiesz, taki wewnetrzna przekora. ja tak czasem mam.
poza tym uzależnienie (w tym od papierosów) jest cholernie silne, i rządzą nim takie same mechanizmy jak przy alkoholizmie czy innych nałogach.
czy wymagasz zbyt wiele?nie sadze.tylko samo wykonanie będzie bardzo trudne.w koncu to nałóg
yaga
Senior
Posty: 586
Rejestracja: 3 cze 2012, o 12:40

22 wrz 2012, o 18:42

A za przeproszeniem - jest takie sławne powiedzenie:
"Widziały gały co brały"
Zaakceptowałaś nałóg partnerki, przyjęłaś ją taką jaka jest. Wykazałaś dużo tolerancji i teraz nie rozumiem o co chodzi.
Tak jak Twoja partnerka uważam, że stosujesz szantaż emocjonalny, nie szanujesz jej indywidualności.
Wiadomo, że palenie papierosów jest uzależnieniem i nie jest tak łatwo je rzucić .
Jedno jest pewne - najlepszy skutek można osiągnąć tylko wtedy gdy robi się to dla siebie
i tylko dla siebie a nie dlatego że ktoś na nas to wymusza.
Wtedy wiadomo - skutek jest odwrotny.
Fioletowa25 pisze: gdy przyjęła pierścionek zaręczynowy coś mi obiecała,
nie rozumiem o czym mówisz, czy przypadkiem obiecała Ci że rzuci palenie?
Mam nadzieję, że nie bo w przeciwnym wypadku to nie były zaręczyny tylko kontrakt,
a wtedy faktycznie wypada wywiązywać się z danego słowa.

Paliłam papierosy przez 30 lat i wiem jak to jest.
To jest takie samo uzależnienie jak alkohol czy narkotyki.
Kilkakrotnie rzucałam palenie i nic z tego nie wychodziło. W pracy mi dokuczali, w domu dokuczali i nic.
Rzuciłam palenie nagle, wtedy gdy nikt na mnie nie naciskał. Zrobiłam to myśląc o swoim zdrowiu,
jakoś w końcu dotarło do mnie , że robię sobie krzywdę choć zawsze to wiedziałam, ale miałam to gdzieś.
Zezłościłam się na to co robię i na papierosy. Widać na prawdę dojrzałam do tej decyzji.
To tak jak w innych uzależnieniach - to osoba uzależniona musi sama, bez niczyjego przymusu
podjąć tą decyzję. Żadne naciski nic nie dadzą a wręcz mogą pogorszyć sytuację.

Pomógł mi bioenergoterapeuta. Cztery wizyty u niego i koniec palenia. Nie palę już od 12 lat.
Pozdrawiam Yaga.
Paputek

23 wrz 2012, o 14:59

Im bardziej będziesz naciskała i przejawiała postawę roszczeniową , tym bardziej Twoja przyjaciółka będzie trwała przy ,,swoim'' i zatnie się w swoim uporze. Nawet jeśli zdecyduje się na walkę z uzależnieniem, to na pewno będzie chciała to zrobić z własnej woli i sukces w rzuceniu nałogu będzie zawdzięczała sobie, swoim wysiłkom a nie Twoim naciskom i ciągłemu przypominaniu z twojej strony, że rzucenie palenia należy ci się, jak psu kość. Wasza przyjaźń może zakończyć się nie przez palenie papierosów przez X ale przez ciebie, przez Twoje narzucanie jej, co powinna zrobić.
A tak w ogóle radziłabym nie wybiegać tak bardzo do przodu w przyszłość. Patrzysz na statystyki umieralności na raka płuc i tego się obawiasz a tak na prawdę X może umrzeć dziś, jutro, za rok w zupełnie innych okolicznościach. Twój lęk i szamotanie się to strata czasu i Twojej energii. Babcia mojego męża żyła ponad 80 lat i też była nałogowym palaczem. A zmarła w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Miłość powinna być bezinteresowna czyli kocham, i nie mam z tego żadnego interesu. Jeśli potrafię kochać w taki sposób miłość do mnie wróci ,gdy ja na to nie czekam i tego nie wymuszam.
Fioletowa25
Przyjaciel Forum
Posty: 2607
Rejestracja: 11 lip 2012, o 11:25

24 wrz 2012, o 08:55

roztropna28 pisze:wiesz Fioletowa, wcale sie nie dziwię, że sie boisz o osobe, która kochasz.dlatego też tak kategorycznie wyraziłaś swoje oczekiwania dotyczące rzucenia przez nia palenia.rozumiem twoja troskę.pomyśl jednak, może u niej włącza sie system obronny typu "nie zrobie tego tylko dlatego, że ty mi karzesz". wiesz, taki wewnetrzna przekora. ja tak czasem mam.
poza tym uzależnienie (w tym od papierosów) jest cholernie silne, i rządzą nim takie same mechanizmy jak przy alkoholizmie czy innych nałogach.
czy wymagasz zbyt wiele?nie sadze.tylko samo wykonanie będzie bardzo trudne.w koncu to nałóg
Masz jakiś pomysł, jaką metodę zastosować? Wiem, że dodatkowy stres spowodowany tym wymogiem sprawia, że jeszcze bardziej ciągnie ją do papierosa i że powinnam być bardziej wyrozumiała, ale z drugiej strony kiedy nie naciskam, ona zachowuje się tak, jakby było "po temacie".

Najprostszą metodą wydaje się odwrócenie skojarzeń, tzn. uwarunkowanie palę-kara, nie palę-nagroda, ale to ona musiałaby się sama na to zdecydować... jakoś nie widzi mi się warunkowanie kogoś bez jego zgody. Wiem, że są dostępne leki, które działają właśnie w ten sposób, tzn. sprawiają, że po papierosie człowiek czuje się bardzo źle. Ktoś już tego próbował?
Awatar użytkownika
maly_przyjaciel
Przyjaciel Forum
Posty: 2021
Rejestracja: 25 sty 2012, o 18:54
Lokalizacja: Warszawa

24 wrz 2012, o 21:10

Ja sam osobiście próbowałem, tzn. nie paliłem ponad 8 m-cy właśnie dzięki, albo może poprzez, te tabletki. Prawda jest taka, że leki lekami, ale jeżeli człowiek sam z siebie nie chce wyzbyć się nałogu to żadne leki nic nie dadzą :!:
Dla mnie argumentem była kwestia finansowa, ponieważ to droga "przyjemność", tyle że któregoś razu po prostu nie wytrzymałem i wróciłem do nałogu - to tak z autopsji.
Jeśli kogoś kochasz, pozwól mu odejść... Jeżeli wróci, będzie Twój na wieki... Jeżeli nie wróci nigdy nie był Twój...
Czemu kochają nas ludzie na których miłości nam nie zależy, a my kochamy tych którym nasza miłość nie jest potrzebna...
Trzeba coś stracić, by to docenić, żeby odzyskać, trzeba się zmienić

Obrazek
yaga
Senior
Posty: 586
Rejestracja: 3 cze 2012, o 12:40

24 wrz 2012, o 23:33

Swoim uporem i wywieraniem presji możesz tylko spowodować niechęć partnerki do siebie.
Zamiast szukać jakiś metod pomyśl co ona czuje, gdy traktujesz ją jak niegrzeczne dziecko,
które trzeba pilnować na każdym kroku,
oraz jako osoba dorosła nie może sama stanowić o swoim życiu.
Jak ona się czuje gdy wywierasz presję, po czym stosujesz szantaż emocjonalny.
Związek partnerski to szacunek, tolerancja i kompromisy.
Proponuję pamiętać o tym jeśli na prawdę chcesz spędzić ze swoją partnerką życie.
Pozdrawiam Yaga.
Fioletowa25
Przyjaciel Forum
Posty: 2607
Rejestracja: 11 lip 2012, o 11:25

25 wrz 2012, o 19:40

maly_przyjaciel pisze:
Dla mnie argumentem była kwestia finansowa, ponieważ to droga "przyjemność", tyle że któregoś razu po prostu nie wytrzymałem i wróciłem do nałogu - to tak z autopsji.
Czy to było po tym epizodzie z tabletkami, czy wcześniej? Miałeś jakieś inne źródła motywacji poza rosnącą ceną papierosów?

Przepraszam, że tak wypytuję, ale chciałabym jak najwięcej dowiedzieć się samym uzależnieniu.

Swoją drogą słyszałam wiele historii o osobach, które rzuciły palenie ze względu na partnera - wygląda na to, że szantaż w słusznej sprawie jednak działa całkiem nieźle :)
ODPOWIEDZ