DDA czyli Dużo Dużo Adrenaliny

Zapraszamy do działu poświęconego osobom zmagającym się z wszelkiego rodzaju uzależnieniami, a także ich najbliższym, w tym Dorosłym Dzieciom Alkoholików i Dorosłym Dzieciom pochodzącym z rodzin Dysfunkcyjnych.
ODPOWIEDZ
poprostuja
Posty: 11
Rejestracja: 4 gru 2014, o 01:41

4 gru 2014, o 02:00

Witajcie!
Nie przypadek sprawił, że zawitałam na forum. Mam 25 lat i zespół pourazowy po depresji... i można powiedzieć mam jej nawroty, ale tylko w postaci kompletnego spadku motywacji.
Przynajmniej na tą chwilę. W skrócie: mam DDA i syndrom Borderline'a i nawet kszty życzliwej duszy w moim życiu. Jak wielu ludzi to dotyczy tak i mnie dopadła samotność, bezsilność taka nie do zniesienia. Kilka lat temu pokonałam depresję, rozłożyłam ją na łopatki, ale ona wcześniej rozbiła mnie o podłogę jak filiżankę i choć jestem posklejana, już nie taka sama jak kiedyś.
Mam problemy z pamięcią... i nie umiem panować nad emocjami przez co szwankuje komunikacja między mną a innymi ludźmi. Zapominam najprostszych rzeczy czynności, najprostszych słów. Jestem normalną, inteligentną osobą, a najmniejszy stres robi ze mnie człowieka pozbawionego rozumu. Czasami nie myślę logicznie, ale podkreślam czasami. Żyję jakby na podwyższonych obrotach, ba! Żyję tak jakby mój mózg nie nadążał przetwarzać moich poczynań. Jestem w gorącej wodzie kąpana, najpierw robię później myślę, nie chcę tak żyć. Dużo na tym tracę. Studiuję, pracuję, a czasami jestem gotowa rzucić to wszystko i uciec, zacząć nowe życie na drugim końcu świata, z powodu wstydu. Dzisiaj miało miejsce bardzo ważne dla mnie spotkanie, podczas którego najadłam się wstydu bo język mi się plątał i głupoty gadałam:( Wiem, że popełniam błędy, ale szybko o nich zapominam i dalej je popełniam.
Czy ktokolwiek z Was czuje się podobnie? Czy ktoś mnie zrozumie? <help> :|
Awatar użytkownika
Samarytanka
Stały bywalec
Posty: 266
Rejestracja: 11 lis 2013, o 19:51

4 gru 2014, o 09:12

poprostuja pisze: W skrócie: mam DDA i syndrom Borderline'a i nawet kszty życzliwej duszy w moim życiu.
A co jest tego powodem?
poprostuja pisze:Mam problemy z pamięcią... i nie umiem panować nad emocjami przez co szwankuje komunikacja między mną a innymi ludźmi.
Czyli co? Krzyczysz na nich, obrażasz...?
poprostuja pisze: Studiuję, pracuję, a czasami jestem gotowa rzucić to wszystko i uciec,
Dlaczego?
poprostuja
Posty: 11
Rejestracja: 4 gru 2014, o 01:41

4 gru 2014, o 12:18

Miałam na myśli to, że jestem z tym zupełnie sama i kiedy chcę porozmawiać, troszkę z siebie 'wyrzucić' to nie mam z kim pogadać... Żyję na krawędzi emocji, alb wpadam w euforię, albo płaczę. Mam chłopaka, który mnie bardzo źle ocenia i nie rozumie mnie, że jestem troszkę 'inna'.

Emocje mnie paraliżują... Kiedy rozmawiam z kimś, zwłaszcza gdy muszę przekazać jakąś ważną informację w pracy swojemu przełożonemu mój mózg dostaje kręćka i jakby wyrzucam z siebie jakieś niezrozumiałe słowa, chaotycznie i nie umiem nad tym panować... Np. Co innego myślę , a co innego mówię... kiedy się denerwuję zapominam wszystkiego. Kiedy muszę coś załatwić nigdy mi się to nie udaje, mam na myśli rozmowy, które mnie stresują. Zawsze po takich rozmowach żałuję swoich słów i nic z tych zajęć nie pamiętam :( Mam wrażenie, że ludzie widzą, że mam jakiś problem i patrzą na mnie przez pryzmat tego i chyba nie zbyt poważnie mnie traktują... Mam odpowiedzialna pracę i studiuję.

Zawsze po zajęciach na uczelni chce mi się płakać... Żałuję swojego zachowania i niektórych słów...czuję się od innych gorsza i mam poczucie, że jestem po prostu najzwyczajniej 'głupia'...
Jest jeszcze jedna rzecz... jestem kulturalną osobą i zyczliwą, a zawsze zapominam o takich słowach jak: dziękuję, przepraszam... albo nie pamiętam, że podziękowałam. Zawsze żałuję, że nie zwróciłam się do kogoś życzliwie tak jak powinnam. Też pod wpływem emocji. Nie radzę sobie nawet z najmniejszym stresem :(
Nie rozumiem co się ze mną dzieje... nie radzę sobie z tym. Wciąż mam takie odczucie, że jestem dla innych dziwadłem pod względem zachowania i charakteru.

Dodam na koniec, że mój dom rodzinny był dla mnie horrorem... koszmarem i nigdy z nikim o tym nie rozmawiałam.
Awatar użytkownika
Samarytanka
Stały bywalec
Posty: 266
Rejestracja: 11 lis 2013, o 19:51

4 gru 2014, o 13:08

poprostuja pisze:Miałam na myśli to, że jestem z tym zupełnie sama i kiedy chcę porozmawiać, troszkę z siebie 'wyrzucić' to nie mam z kim pogadać...
poprostuja pisze: Mam chłopaka, który mnie bardzo źle ocenia i nie rozumie mnie, że jestem troszkę 'inna'.
Dokładnie czego Twój chłopak w Tobie nie rozumie? Twojego braku kontroli nad emocjami?
poprostuja pisze: Kiedy rozmawiam z kimś, zwłaszcza gdy muszę przekazać jakąś ważną informację w pracy swojemu przełożonemu mój mózg dostaje kręćka i jakby wyrzucam z siebie jakieś niezrozumiałe słowa, chaotycznie i nie umiem nad tym panować... Np. Co innego myślę , a co innego mówię... kiedy się denerwuję zapominam wszystkiego.
Może to Twój odbiór samej siebie? Chyba nie jesteś tak niezrozumiała i uciążliwa dla przełożonego skoro pracujesz . Myślę że zamiast skupić się na treści tego co chcesz przekazać skupiasz się na samej sobie i jednocześnie siebie oceniasz. I to bardzo krytycznie.
poprostuja pisze: Mam wrażenie, że ludzie widzą, że mam jakiś problem i patrzą na mnie przez pryzmat tego i chyba nie zbyt poważnie mnie traktują..
A ja mam wrażenie że wchodzisz w głowy innych ludzi i stamtąd patrzysz na siebie.
Czy byłaś w dzieciństwie nieustannie krytykowana, oceniana, porównywana? Jeśli tak to pewnie dlatego z automatu w ten sposób na siebie patrzysz.
poprostuja pisze:Zawsze po zajęciach na uczelni chce mi się płakać... Żałuję swojego zachowania i niektórych słów...czuję się od innych gorsza i mam poczucie, że jestem po prostu najzwyczajniej 'głupia'...
Ktoś Ci to powiedział? Czy to kolejna ocena samej siebie? Odnoszę wrażenie że ty nieustannie siebie analizujesz i jesteś na sobie w 100 procentach skoncentrowana. To zabiera Ci spokój, radość z tego, czego doświadczasz i możliwość prawdziwego spotkania z drugim człowiekiem.
Być moze bardzo chcesz być perfekcyjna i tak być odbierana więc całą swoją energię kierujesz na każde słowo które z Ciebie wychodzi oraz zachowanie. Napięcie i stres może powodować że ciężko Ci zebrać myśli i swobodnie , bez presji i lęku je wyartykułować.
Im bardziej się starasz być idealna tym bardziej lękowo do wszystkiego podchodzisz i się stresujesz a w konsekwencji oceniasz siebie źle .
Człowiek powinien wkładać wysiłek w to co robi i pracę swoją wykonać uczciwie. Odbiór tego co robisz może być różny: jedni docenią, drudzy nie. Takie jest życie. Nie ma ludzi idealnych i bezbłędnych. I nie wszystkim nasza osoba, postawa, zachowanie przypadnie do gustu. Trzeba to wiedzieć i robić swoje. Bez zamęczania się ciągłymi analizami. Inaczej będziesz tym spętana.
poprostuja pisze:Dodam na koniec, że mój dom rodzinny był dla mnie horrorem... koszmarem i nigdy z nikim o tym nie rozmawiałam.
Jeśli masz potrzebę i odwagę możesz opisać swoją historię. Często samo wyrzucenie ciężkiego bagażu psychicznego sprawia ludziom ulgę.
poprostuja
Posty: 11
Rejestracja: 4 gru 2014, o 01:41

4 gru 2014, o 14:30

Moi rodzice odkąd pamiętam nienawidzili się. Mieszkali pod jednym dachem, ale zawsze na siebie warczeli i kłócili się. Moja rodzina tzn mama tata ja i rodzeństwo wszyscy się ze sobą kłóciliśmy. Nikt do nikogo nie miał zaufania. Brakowało osoby, która by miała autorytet i scalała rodzinę.
Jako mała dziewczynka pamiętam zawsze byłam ze wszystkim sama. Kiedy chciałam porozmawiać z mamą o czymkolwiek ona krzyczała, że jest zajęta. Przytuliła mnie w życiu 2 razy. Nie przesadzam.
Mój tata był całkowicie odtrącony przez moją rodzinę. Nie miał prawa przychodzić do salonu... Musiał siedzieć w kuchni. Wynikało to z tego, że miał problem z alkoholem. Musieliśmy chować przed nim jedzenie w szafie na klucz. Kiedy nie miał pracy i chyba nie chciał tej pracy znaleźć mama kazała gasić światło, żeby siedział po ciemku. Siedział przy świeczce.
Kiedy pił nienawidziłam go.
Pamiętam, .że kiedy miałam może 4-5 lat to on brał mnie na kolana, rozmawiał ze mną, uczył mnie jak sprawdzić. która jest godzina na zegarku. Kiedy szył w kuchni ja przychodziłam do niego i rozmawiałam z nim, niestety potem moje rodzeństwo i mama nie chcieli ze mną rozmawiać.
Byłam pilną uczennicą. Zawsze dostawałam dobre stopnie. Dużo się uczyłam. Najlepsza byłam z muzyki i z plastyki. Z tych przedmiotów miałam same szóstki. Miałam okazję uczyć się grać na gitarze, szło mi bardzo dobrze. Jednak gra na instrumencie wymaga ćwiczeń, ćwiczyć nie mogłam bo gra wszystkim przeszkadzała. Tak więc chodziłam grać do koleżanki. Kiedy zdałam sobie sprawę, że to że gram na instrumencie nic dla mojej mamy nie znaczy postawiłam gitarę w kącie. Zawsze marzyłam o tym by być muzykiem, ale talent, którego się nie pielęgnuje marnuje się.
Zawsze byłam ambitna. Poszłam do bardo dobrego liceum. Jednak zaczęłam mieć problemy z nauką bo związałam się z toksyczną osobą, a poza tym rodzice się rozwodzili, tata został wyrzucony z mieszkania. Kiedy byłam w liceum odebrał sobie życie. Ledwo skończyłam szkołę, było mi strasznie wstyd. Po ukończeniu liceum zamknęłam się w domu. Prześladował mnie były chłopak. Zdałam maturę. Poznałam kolejnego chłopaka. Znowu byłam w toksycznym związku i od tamtej pory cierpiałam na depresję, pogorszyło się, gdy ze mną zerwał. Wszystko przypominało koszmar. Wyprowadziłam się od mamy. Po jakimś czasie straciłam pracę i wróciłam. Wpadłam z straszny dół emocjonalny. Zawaliłam studia. Mijały miesiące. Doszłam do siebie dopiero jak wyprowadziłam się na dobre.
Dzisiaj mam z mamą dobry kontakt. Jest jej ciężko, jest sama i ma ciężką sytuację finansową. Więc jej pomagam. Choć czuję do niej żal, nigdy jej o tym nie powiem. Z rodzeństwem nie rozmawiam. Oni mają mnie za kogoś gorszego. Moja siostra nawet buntowała przeciwko mnie swoją córkę.
Mieszkam z chłopakiem, który jest bardzo mądry i zaradny, podziwiam go za wiele rzeczy.
Kiedyś mnie zdradził i oszukał, opowiadał o mnie straszne rzeczy, ale mu wybaczyłam. Dzisiaj mam tylko jego. Jakiś czas temu podkreślił to, że powinnam pojąć , że nie mam przyjaciół ani znajomych i że mam tylko jego. To było przy okazji, gdy chciałam się wyprowadzić po tym jak mnie uderzył. To moja historia w dużym skrócie.
poprostuja
Posty: 11
Rejestracja: 4 gru 2014, o 01:41

4 gru 2014, o 16:17

Tak, odkąd pamiętam zawsze byłam krytykowana, obrażana. Czułam się odrzucona przez rodzinę i wyalienowana. Odzyskałam spokój dopiero, gdy się wyprowadziłam.
Problemów z dogadaniem się z innymi nie miałam nigdy. Mój problem dotyczył mojej najbliższej rodziny, rodzeństwa oraz rodziców. Nawet obecnie raczej unikam spotkań z rodziną.
Kiedy byłam w ciężkiej depresji stałam się okropną egoistką i egocentryczką. Najwidoczniej to mi zostało :(
Mój chłopak na każdym kroku ocenia mnie negatywnie za wszystko, więc najwidoczniej jestem z nieodpowiednią osobą...Mam na myśli moje działania, jakieś decyzje. Staram się mieć do tego dystans. Chyba nie powinno tak być, że muszę się przed najbliższą mi osobą bronić?

Wydaje mi się, że ludzie z czystej przyzwoitości nie mówią mi twarz co o mnie myślą. Nikt mnie nigdy nie obraził, raczej nie zdarza się, aby ktoś był niemiły. Uważam, że raczej mnie unikają tzn nie mam w szkole przyjaciół. W ogóle nie mam przyjaciół. Nie mam nawet znajomych. TO chyba wynika z tego, że nie umiem utrzymywać z ludźmi bliższych relacji. Boję się rozmów z innymi ludźmi...rozmawiam z nimi , ale później tego żałuję. Przeraża mnie spotkanie kogoś na ulicy z kim musiałabym się przywitać i chwilę porozmawiać...

Chyba moim największym problemem jest właśnie egocentryzm :(
A to jest bardzo bardzo złe :(

Prawda jest taka, że mój obraz samej siebie nie podoba mi się, więc próbuję się zmienić, ale ciągle popełniam jakieś głupie błędy. Nie potrafię po prostu żyć i żyć spokojnie, bez nerwów. Wciąż się kontroluję, myślę o tym jak mnie widzą inni...

Czy można zdawać sobie sprawę z tego, że się jest egoistą i egocentrykiem do granic możliwości i nie umieć się zmienić na lepsze?

Edit 04/12/2014

Moi rodzice odkąd pamiętam nienawidzili się. Mieszkali pod jednym dachem, ale zawsze na siebie warczeli i kłócili się. Moja rodzina tzn mama tata ja i rodzeństwo wszyscy się ze sobą kłóciliśmy. Nikt do nikogo nie miał zaufania. Brakowało osoby, która by miała autorytet i scalała rodzinę.
Jako mała dziewczynka pamiętam zawsze byłam ze wszystkim sama. Kiedy chciałam porozmawiać z mamą o czymkolwiek ona krzyczała, że jest zajęta. Przytuliła mnie w życiu 2 razy. Nie przesadzam.
Mój tata był całkowicie odtrącony przez moją rodzinę. Nie miał prawa przychodzić do salonu... Musiał siedzieć w kuchni. Wynikało to z tego, że miał problem z alkoholem. Musieliśmy chować przed nim jedzenie w szafie na klucz. Kiedy nie miał pracy i chyba nie chciał tej pracy znaleźć mama kazała gasić światło, żeby siedział po ciemku. Siedział przy świeczce.
Kiedy pił nienawidziłam go.
Pamiętam, .że kiedy miałam może 4-5 lat to on brał mnie na kolana, rozmawiał ze mną, uczył mnie jak sprawdzić. która jest godzina na zegarku. Kiedy szył w kuchni ja przychodziłam do niego i rozmawiałam z nim, niestety potem moje rodzeństwo i mama nie chcieli ze mną rozmawiać.
Byłam pilną uczennicą. Zawsze dostawałam dobre stopnie. Dużo się uczyłam. Najlepsza byłam z muzyki i z plastyki. Z tych przedmiotów miałam same szóstki. Miałam okazję uczyć się grać na gitarze, szło mi bardzo dobrze. Jednak gra na instrumencie wymaga ćwiczeń, ćwiczyć nie mogłam bo gra wszystkim przeszkadzała. Tak więc chodziłam grać do koleżanki. Kiedy zdałam sobie sprawę, że to że gram na instrumencie nic dla mojej mamy nie znaczy postawiłam gitarę w kącie. Zawsze marzyłam o tym by być muzykiem, ale talent, którego się nie pielęgnuje marnuje się.
Zawsze byłam ambitna. Poszłam do bardo dobrego liceum. Jednak zaczęłam mieć problemy z nauką bo związałam się z toksyczną osobą, a poza tym rodzice się rozwodzili, tata został wyrzucony z mieszkania. Kiedy byłam w liceum odebrał sobie życie. Ledwo skończyłam szkołę, było mi strasznie wstyd. Po ukończeniu liceum zamknęłam się w domu. Prześladował mnie były chłopak. Zdałam maturę. Poznałam kolejnego chłopaka. Znowu byłam w toksycznym związku i od tamtej pory cierpiałam na depresję, pogorszyło się, gdy ze mną zerwał. Wszystko przypominało koszmar. Wyprowadziłam się od mamy. Po jakimś czasie straciłam pracę i wróciłam. Wpadłam z straszny dół emocjonalny. Zawaliłam studia. Mijały miesiące. Doszłam do siebie dopiero jak wyprowadziłam się na dobre.
Dzisiaj mam z mamą dobry kontakt. Jest jej ciężko, jest sama i ma ciężką sytuację finansową. Więc jej pomagam. Choć czuję do niej żal, nigdy jej o tym nie powiem. Z rodzeństwem nie rozmawiam. Oni mają mnie za kogoś gorszego. Moja siostra nawet buntowała przeciwko mnie swoją córkę.
Mieszkam z chłopakiem, który jest bardzo mądry i zaradny, podziwiam go za wiele rzeczy.
Kiedyś mnie zdradził i oszukał, opowiadał o mnie straszne rzeczy, ale mu wybaczyłam. Dzisiaj mam tylko jego. Jakiś czas temu podkreślił to, że powinnam pojąć , że nie mam przyjaciół ani znajomych i że mam tylko jego. To było przy okazji, gdy chciałam się wyprowadzić po tym jak mnie uderzył. To moja historia w dużym skrócie.

Posty połączone przez moderatora
Awatar użytkownika
Samarytanka
Stały bywalec
Posty: 266
Rejestracja: 11 lis 2013, o 19:51

4 gru 2014, o 17:08

poprostuja pisze:Tak, odkąd pamiętam zawsze byłam krytykowana, obrażana. Czułam się odrzucona przez rodzinę i wyalienowana. Odzyskałam spokój dopiero, gdy się wyprowadziłam.
Cieszę się ze się wyprowadziłaś. Bez tego kroku do tej pory byłabyś pewnie wrakiem człowieka. Zastanawiam się tylko czy Twoja obecna sytuacja mieszkaniowa jest stabilna. Mieszkasz w domu chłopaka? Jeśli tak Twoje kolejne ruchy i kroki mogą być ograniczone właśnie tą sytuacją. Nie chciałabym byś pakowała się w związek TYLKO DLATEGO że nie masz gdzie mieszkać. Bardzo łatwo to wykorzystać. Mam na myśli Twojego chłopaka.

Myślę że po tym odrzuceniu w domu rodzinnym próbujesz zasługiwać na akceptację, dobrą oceną i wyjątkowość. Stąd Twoje starania aby wypaść jak najlepiej i skrupulatne analizowanie samej siebie jakby od tego zależało czy ktoś uzna Cię za ciekawego i wartościowego człowieka. Spinasz się ile możesz by pokazać innym że wiele potrafisz , wiele w Tobie potencjału i nadziei na wiele sukcesów. To wszystko jest w Tobie, przeszłaś bardzo dużo w swoim życiu, jesteś dojrzałą osobą, wartościową, wiele wniesiesz w otoczenie i życie innych pod warunkiem, że pozwolisz sobie na wolność. Nie będziesz motywowała się tym by innych przekonać o swojej wartości ale po prostu będziesz realizowała to, co lubisz, w czym jesteś dobra i co potrafisz. Nie bądź niewolnikiem własnych myśli o sobie a także niewolnikiem osądów ludzkich. Nigdy nie będziesz oddychała spokojnie jeśli nie pozwolisz sobie na pełen dystans od tego co myślą o Tobie inni. Nie szukaj potwierdzenia swojej wartości w oczach i słowach innych ludzi bo nikt do końca Ciebie nie zrozumie nie mając pojęcia o Twoim bagażu doświadczeń. To bardzo budujące jeśli znajdą się osoby, które Cię wysłuchają do końca i dadzą wsparcie jednak by stać prosto lub powstawać po upadkach człowiek sam musi znaleźć w sobie siłę mając na uwadze to, co mu się przydarzyło. Spójrz do tyłu....sporo już za Tobą....pozwól sobie na łzy wracając do bolesnych scen, zobacz w jakiej trudnej sytuacji byłaś...sama, niezrozumiana, nie przytulana, odepchnięta...Mnie się trochę udziela klimat Twojego domu: też sama, na boku, nie brana pod uwagę, ignorowana, ośmieszana, krytykowana....bez czułości i przytulania. Ale to już było! I tego już nie będzie. Ważne jest teraz to, co zrobić dalej ze swoim życiem. Pomyśl, jak ma ono wyglądać. Czego pragniesz. I staraj się w miarę swoich możliwości za tym podążać. Nie kreuj kogoś kim nie jesteś.
Nie musisz być idealna, perfekcyjna by otrzymać dobre słowo, czyjąś uwagę , miłość...Co by to było gdyby Bóg zechciał kochać nas za nasze idealne postawy i wybory. Nikt by się taki nie znalazł co by zyskał zasługi w Jego oczach.
poprostuja pisze:Czy można zdawać sobie sprawę z tego, że się jest egoistą i egocentrykiem do granic możliwości i nie umieć się zmienić na lepsze?
Można. Zależy jak definiujesz słowo ,,lepsze''. Zastanów się jakimi środkami chcesz dążyć do swojego celu. Ciągłym analizowaniem, ocenianiem siebie, wiecznym niezadowoleniem i zasługiwaniem nie uzyskasz szczęścia.
Nie jesteś już w domu. Pozwól sobie na głębszy oddech, dystans do samej siebie, i docenienie tego kim jesteś tam w środku, bez masek i makijaży :gl

Twoja mama postępowała okrutnie. Ja swojej kiedyś wygarnęłam wszystko w liście. Później jeszcze kilka razy coś dopowiadałam. Zawsze broniła swojej postawy, argumentując ją dzieciństwem, uzyskanymi stamtąd wzorcami postępowania, potem swoją chorobą. Widziałam że nie ma sensu już nic mówić. Ona została sama w domu ze swoimi myślami, wnioskami, wspomnieniami...Nie wiem na ile ten czas ją czegoś nauczył czy uzmysłowił jej coś....Ja wyszłam z tego wszystkiego ocalona. Mam swoją rodzinę i jestem szczęśliwa. Realizuję swoje życie tak jak chcę, nie pod czyjąś linijkę i na nic już nie muszę zasługiwać. Powinnaś pozwolić poczuć w sobie tę wolność.
poprostuja
Posty: 11
Rejestracja: 4 gru 2014, o 01:41

5 gru 2014, o 02:49

Przede wszystkim dziękuję Ci za odpowiedź i za pomoc. Te słowa bardzo wiele dla mnie znaczą. Tego mi właśnie brakowało.

To prawda, nadmiernie analizuję dosłownie każdy swój krok i każde swoje słowo i 'wchodzę' w głowy ludzi, z którymi rozmawiam, z którymi mam kontakt i wmawiam sobie, że jestem negatywnie postrzegana.
Długo myślałam nad tym co napisałaś i dochodzę do wniosku, że dużo pracy przede mną. Jestem do granic możliwości skupiona na sobie... Do tej pory starałam się być kimś kim nikim nigdy nie będę. Obrałam złe cele ich osiągnięcie nie było możliwe, a była to droga przez mękę.
Porównywałam się do innych. Każdemu czegoś zazdrościłam... i dążyłam do tego by być idealną, co jest niemożliwe. Po depresji zebrałam się 'do kupy' tylko chyba jakoś źle się posklejałam, przez jakiś czas było dobrze, aż nadszedł czas wielkich wyzwań i przedsięwzięć i przez tą potrzebę nadrobienia straconego czasu zaczęłam wariować i wpadłam w błędne koło.
Nie wiem jak mam się zmienić, jak się wyciszyć uspokoić i skupić na innych ludziach przede wszystkim. Jak zacząć słuchać ludzi, a nie tylko mówić o sobie... Może taka po prostu jestem? Zła i egoistyczna?

Odnośnie mojego chłopaka to, on zarabia nieco więcej, ale jesteśmy równi, nie jestem od niego w żaden sposób uzależniona. Z lekkością spełnia moje marzenia, a zapomina o sobie. Staram się mu to wszystko wynagrodzić, ale niewiele wiem o jego marzeniach.

Mam ogromne problemy z pamięcią i koncentracją, nawet zapominam wziąć tabletek typu magnez czy lecytyna. Nie wiem skąd się to bierze, ale zapominam o bardzo ważnych rzeczach, albo przez swój egocentryzm bagatelizuję je tak jak np urodziny bliskich osób, są dla mnie ważne, ale zapominam o nich, nie potrafię po prostu chwycić za telefon i zadzwonić... tych rozmów się boję. Zazdroszczę innym ludziom, że potrafią się logicznie jakoś tak wypowiadać, nie mają problemów z pamięcią i koncentracją.

Podsumowując czuję, że jest jestem jakaś taką złą osobą... widzącą tylko swój czubek nosa... a do tego mam dziurawy móżdżek, z którego wszystko ucieka :beksa
Nawet teraz wylewa się ze mnie egocentryzm uch :(
Awatar użytkownika
Samarytanka
Stały bywalec
Posty: 266
Rejestracja: 11 lis 2013, o 19:51

5 gru 2014, o 09:31

poprostuja pisze:Nawet teraz wylewa się ze mnie egocentryzm uch :(
Nie wylewa się z Ciebie żaden egocentryzm. To jest Twój watek, Twoje miejsce na pisanie o sobie i o tym co przeżywasz. Nie przywiązuj się tak bardzo do słów , definicji i diagnoz bo to też w jakiś sposób cię peta i blokuje drogę do wyjścia z błędnego koła. Jesli uświadomiłaś sobie, ze zbyt wiele czasu, uwagi i energii poswięcasz sobie i analizowaniu wszystkiego i wszystkich pomyśl sobie: ,,Ok. Moje myślenie i zachowanie bywa egocentryczne. Ale to nie wyrok. Z tego się wychodzi dobrą wolą i wysiłkiem''. Życz sobie powodzenia, i próbuj powoli, spokojnie kierować swoimi myślami i życiem tak, by obrało inny kierunek.Podczas spotkań i rozmów z innymi ludźmi koncentruj bardziej uwagę na nich i na tym co się wokół dzieje. Nie zabieraj sobie spokoju zastanawiając się jak Ci idzie, czy Ci się poplątał język, jak patrzą na Ciebie inni. Niech to nie zaprząta Twojej głowy.
poprostuja pisze:Odnośnie mojego chłopaka to, on zarabia nieco więcej, ale jesteśmy równi, nie jestem od niego w żaden sposób uzależniona. Z lekkością spełnia moje marzenia, a zapomina o sobie. Staram się mu to wszystko wynagrodzić, ale niewiele wiem o jego marzeniach.
To go o nie zapytaj. Zamiast koncentrować go na sobie i być rozżaloną że Cię nie rozumie (ma do tego prawo, to nie musi być jego zła wola) nastaw się na poznawanie jego samego. Na tym, co można zrobić by wam obydwóm było w waszym świecie dobrze i przyjemnie.
poprostuja pisze:Mam ogromne problemy z pamięcią i koncentracją, nawet zapominam wziąć tabletek typu magnez czy lecytyna. Nie wiem skąd się to bierze, ale zapominam o bardzo ważnych rzeczach, albo przez swój egocentryzm bagatelizuję je tak jak np urodziny bliskich osób, są dla mnie ważne, ale zapominam o nich, nie potrafię po prostu chwycić za telefon i zadzwonić...
Myślę że znów wyolbrzymiasz pewne fakty: tabletki typu magnez nie są bardzo ważną sprawą. Mnie się to zdarzyło nie raz. Gdyby od tego zależało Twoje życie na pewno byś nie zapomniała. Podobnie jest z urodzinami bliskich. Jak najbardziej można dać sobie prawo zapomnienia o datach. Ja ostatnio (w listopadzie) zapomniałam o 2 urodzinach swojego dziecka (mam ich czworo więc daję sobie prawo że w natłoku obowiązków i myśli o wszystkich dzieciach mogłam zapomnieć) . Przypomniała mi znajoma z sali szpitalnej która rodziła prawie w tym samym czasie co ja i napisała oficjalne życzenia na facebooku dla swojej córeczki. Dopiero w tym momencie załapałam i wycałowałam syna podczas gdy reszta dzieci śpiewała mu ,,Sto lat''. Gdyby nie ten wpis data urodzin przeszłaby niepostrzeżenie .
Pamiętaj, nie jesteś i nie musisz być idealna. Masz prawo zapomnieć, popełnić błąd, przejęzyczyć się, potknąć...Uciesz się tym, co robisz, z czego udało ci się wyjść, oraz ze spotkań z ludźmi. Na tyle ile to możliwe.
poprostuja pisze: Zazdroszczę innym ludziom, że potrafią się logicznie jakoś tak wypowiadać,
Nie masz czego. Ty też bardzo logicznie myślisz i piszesz. Bardzo dobrze mi się Ciebie czyta. Gdy zachowasz spokój i przestaniesz analizować to co mówisz i robisz, wyartykułujesz wszystko znakomicie. Ja swojego czasu też źle o sobie myślałam. Na terapii na którą zdecydowałam się pójść trzeba było przeorać swoją historię życia. Każdy z uczestników terapii musiał o sobie opowiedzieć cofając się do dzieciństwa. Każdy z nas czytał z kartki to, co na niej napisał w tym temacie. Prócz tego odpowiadał na pytania. Tam właśnie okazało się że moje wypowiedzi są przyjemnie odbierane, ludzie słuchali mnie i byli pod wrażeniem, bo z początku wcale się nie odzywałam.
Tak samo jest z Tobą. Ściągnij te czarne okulary i wyluzuj.
poprostuja
Posty: 11
Rejestracja: 4 gru 2014, o 01:41

9 gru 2014, o 00:11

Hej, weekend spędziłam w gronie rodziny i Twoje rady bardzo mi pomogły :)
Zawsze, gdy łapałam się na tym, że zaczynam 'analizować' starałam się wyluzować.
Kiedy wracałam do domu autobusem, kilka razy zaczynałam przypominać sobie każde swoje słowo i analizować 'co inni na to' jak reagowali... Za bardzo wszystko biorę do siebie, od zawsze. Staram się nie myśleć o sobie i wydaje mi się, że całkiem nieźle mi idzie, czuję się ze sobą lepiej teraz :)
Patrzę w lustro i nie mam do siebie żalu. Najważniejsze jest to, aby poznać naturę problemu, który nas dotyczy, a później trzeba tylko podjąć kroki w celu wyeliminowania go :)
Nie jest łatwo, bo jestem ze wszystkim, na co dzień, zupełnie sama. Powinnam to zaakceptować, może z czasem się coś zmieni jak zmienię swoją postawę :)
ODPOWIEDZ