Jak zerwać ze skutkami życia wśród alkoholików

Zapraszamy do działu poświęconego osobom zmagającym się z wszelkiego rodzaju uzależnieniami, a także ich najbliższym, w tym Dorosłym Dzieciom Alkoholików i Dorosłym Dzieciom pochodzącym z rodzin Dysfunkcyjnych.
ODPOWIEDZ
kitsunee
Posty: 1
Rejestracja: 3 kwie 2017, o 18:32

3 kwie 2017, o 19:13

W moim domu zawsze był alkohol, nawet kiedy przeglądałam rodzinny album widziałam zdjęcia mojej matki w ciąży ze mną pijącej piwo. Wszystko co złego mi się przytrafiło było spowodowane złymi decyzjami matki pod wpływem alkoholu. Trzy bolesne przeprowadzki, okres tułania się po rodzinie która była niechętna mnie przyjąć, bo po prostu chcieli żyć własnym życiem. I ja to rozumiem, nie mam im nic do zarzucenia.
Wszystkie te lata były wypełnione kłótniami mojej matki z ojczymem i jej matką, wszystkie pod wpływem alkoholu. Czułam się jakbym była między młotem a kowadłem. Było naprawdę dużo bolesnych sytuacji o których mogłabym się rozpisać, ale chciała dać po prostu ogólny zarys.
Mam niespełna 20 lat i chcę się wyrwać spod wpływu toksycznej matki. Może inaczej... niedługo wyprowadzam się z domu jednak skutki jej relacji ze mną lub jej braku, wszechobecny alkohol i brak zrozumienia, ciągłe pretensje o tak naprawdę banalne rzeczy sprawiły że jestem osobą bardzo nieśmiałą, pełną kompleksów, niepewną siebie. Nasze rozmowy polegały na wydawaniu mi rozkazów, rodzina nigdy nie dała mi ciepła i poczucia bliskości.
Cały czas się zastanawiam czy to co czuje jest dobre, czy jestem dobrym człowiekiem. Trudno jest mi nawiązać relację z kimkolwiek. Bardzo szybko się denerwuję. Stale odczuwam stres związany z dosłownie wszystkim. Czuję ogromny niepokój. Nie potrafię odpoczywać, czuję się bardzo źle jeśli dzień spędzę na nicnierobieniu, mimo tego że cały czas pracuję nad sobą, swoimi umiejętnościami. W mojej głowie panuje nieustanna burza, nie potrafię nie myśleć. I niestety są to przykre myśli. staram się sobie wmówić że wszystko będzie dobrze, że przyszłość jest niewiadoma ale to nie znaczy że jest zła.
Jedyną bliską osobą jest mój narzeczony z którym jestem prawie 4 lata. Gdyby nie jego pomoc wiem że już by mnie nie było. Jednak mimo jego pomocy, cierpliwości i ciepła czuję się jakbym była ciężarem dla niego i pomyślałam pomocy psychologicznej.
Byłam na trzech wizytach u psychologa jednak czułam że jest to bezsensu. Na tych wizytach mówiłam dokładnie to samo, bo nie pamiętała o czym mówiliśmy wcześniej. Co bardzo mnie zirytowało, czułam że nie otrzymuje odpowiedniej pomocy. wiem, że nie wszystko dzieje się od razu jednak nie podobało mi się to ciągłe powtarzanie i brak uwag, i wskazówek z jej strony.
Na pewno udam się na kolejne wizyty jednak do innego specjalisty, bo wiem że tego potrzebuję. Chciałabym poznać zdanie forumowiczów na ten temat, jak wyglądała ich walka, kilka słów od osób które mają doświadczenie z osobami po podobnych przejściach. Może ktoś podpowie jak powinna wyglądać taka wizyta, bo może źle podeszłam do sprawy i za szybko zrezygnowałam ze współpracy z tym psychologiem.
Awatar użytkownika
Rutlawski
Przyjaciel Forum
Posty: 876
Rejestracja: 20 wrz 2013, o 15:08

3 kwie 2017, o 22:44

Witaj.

Osobiście nie przeżyłem nigdy takiej sytuacji.
Owszem, jestem DDA i ze swoimi demonami też musiałem walczyć, jednak myślę, że nie w takim natężeniu jak Ty.

Uważam, że terapia lub wizyty u psychologa są dobrym pomysłem.
Być może po prostu trafiłaś na kogoś niekompetentnego lub nie umiejącego specjalnie zająć się przypadkiem.

Duża część zależy również od Ciebie. To wyjątkowo trudne, ale to Ty w życiu musisz być teraz dla siebie drogowskazem i zrozumieniem. Przeżyłaś, co prze żyłaś i jako tako przeszłaś przez to, musisz więc być silną osobą.
Przekuj tę siłę w czyn. Zaakceptuj samą siebie i swoje uczucia.
Pamiętaj, że inni, choćby bliscy w 100% nie zrozumieją nas tak jak my siebie sami.

Nie chodzi nawet o to, żebyś wmawiała sobie, że wszystko będzie dobrze, musisz umieć to czuć.
"Życie, sposób na zbieranie zdziwień kończy się dość jednak nieszczęśliwie, bowiem śmiercią.
I choć tyle miewa znaczeń, nie słyszałem by skończyło się inaczej".
ODPOWIEDZ