Jak wyzbyć się zazdrości i przestać się porównywać?

Zapraszamy do działu poświęconego osobom zmagającym się z wszelkiego rodzaju uzależnieniami, a także ich najbliższym, w tym Dorosłym Dzieciom Alkoholików i Dorosłym Dzieciom pochodzącym z rodzin Dysfunkcyjnych.
ODPOWIEDZ
Minia1988
Posty: 1
Rejestracja: 25 sty 2017, o 12:54

25 sty 2017, o 13:59

Witajcie,

Wydaje mi się, że mogę określić siebie jako DDD, choć nie pochodzę z rodziny skrajnie patologicznej. Kiedy miałam 5 lat zmarła moja mama, a mnie i rok starszego brata wychowywał ojciec, wakacje spędzaliśmy u babci (tam było wieczne porównywanie z innymi wnukami). Niestety nie pamiętam swojej mamy, w moich wyobrażeniach zawsze była ideałem. Pierwsze wspomnienie jakie mam to moment, w którym dowiaduję się o jej śmierci. Z ubogich wspomnień z dzieciństwa wydaje mi się, że tata się starał, później było nieco gorzej. Dość często pił "ciągami" wiadomo było, że jeśli nie wraca długo do domu to jest w barze i kilka kolejnych dni będzie wyglądać podobnie. Nie był agresywny po alkoholu, raczej płakał lub wracał w takim stanie, że nie mógł otworzyć drzwi, przewracał się w przedpokoju, leżał nieprzytomny cały zasikany itp. Poza tym miał trudny charakter, dużo krzyczał, właściwie nie wiadomo za co, np za nieumytą łyżeczkę w zlewie, za to raczej nie rozmawiał co u nas słychać, zakładał raczej, ze wszystko wie, zawsze powtarzał, że my jesteśmy wyjątkowo zdolni itp, zresztą do tej pory uznaje tylko swoje wyimaginowane racje, jest egocentrykiem. Pamiętam, ze już jako dziecko bałam mu się powiedzieć, że dostałam piłką w nos i mam złamany (on nie zauważył i później miałam krzywy), kłamałam też nie wiedząc jak zareaguje. Co ciekawe w dzieciństwie kradłam, mimo, że nie potrzebowałam tych pieniędzy/ rzeczy, do dziś nie potrafię zrozumieć dlaczego. Już w pierwszej klasie zdarzało mi się nie pójść do szkoły, chyba zawsze czułam się trochę samotna, zostawiona sama sobie. Kończąc temat ojca to od wieku nastoletniego było coraz gorzej, krzyczał, na nic mi nie pozwalał, w ramach kary nie odzywał się do nas, czasem miesiącami. Na szczęście w wieku 19 lat spotkałam miłość swojego życia, wyprowadziłam się z domu i od tamtej pory jest dużo lepiej.

Wydaje mi się, że jakoś poradziłam sobie ze złymi wspomnieniami z okresu dorastania, że teraz nasze relacje są poprawne, niedawno urodziłam synka, który jest oczkiem w głowie dziadzia, więc staram się nie rozpamiętywać tego co złe.

Inną kwestią jest śmierć mamy - myślę, że na początku tego nie rozumiałam i wręcz wykorzystywałam. Zawsze kiedy ktoś słyszał, że nie mam mamy to jakby od razu litował się nade mną i zmieniał podejście. Myślę, że to mi trochę zostało w wieku dorosłym - ta chęć, żeby się nade mną litowano, bo ja przecież miałam trudniej w życiu - nawet w przypadku mojego synka, zawsze podkreślam, że mam takie trudne i wymagające dziecko, chociaż równie zdolne i wyjątkowe jak jak, a przecież dużo dzieci kiepsko śpi, dużo dzieci jest marudnych i wyjątkowo ruchliwych.

I właśnie tu zaczyna się problem, z którym trudno mi jest sobie poradzić. Jestem raczej postrzeganą jako osoba przebojowa, łatwo nawiązuję kontakt z ludźmi, myślę, że ludzie mają mnie za niefrasobliwą. A prawda jest taka, że jestem skrajnie zakompleksiona, wiecznie porównuję się z innymi załamując się przy tym, że jestem najgorsza i mam najgorzej (choć to nie prawda) Co gorsza zauważyłam, że będąc zawsze szczerą wobec przyjaciół często wbijałam im szpilę wytykając im ich wady niby w żartach, ale teraz myślę, że mogło ich to boleć i że właściwie mówiłam to nie ze względu na ich dobre a żeby dowartościować siebie. Jeszcze gorzej jest jeśli chodzi o dziecko, wieczne porównywanie i oczernianie dzieci innych, że się gorzej rozwijają niż moje, a jeśli ktoś ma wyjątkowo spokojne i grzeczne dziecko to napewno objawy autyzmu itp.

Nie poznaję siebie, nie chce być taką osobą. Mam wrażenie, że przez tą zazdrość i porównywanie robie się coraz bardziej zgryźliwa, boję się, że będę egocentrykiem uznającym tylko swoje dzieci i swoje racje jak mój ojciec. A przy tym jestem tak niepewna siebie, że wiecznie sobie wypominam, że to czy tamto robię źle nie dając sobie żadnego kredytu na nieperfekcyjność. Z jednej strony jestem zdolna, szybko się uczę itp, często podkreślam te cechy przy innych (zwłaszcza w dobrym świetle przedstawiam siebie przy ojcu, żeby był ze mnie dumny) złe cechy tłumaczę wymówkami (np. jak mam być perfekcyjną panią domu, skoro wychowywałam się bez matki) drugiej strony nie przyjmuję komplementów, każda najmniejsza porażka uświadamia mi, że jestem najgorsza na świecie, że nigdy nic nie osiągnę itp.

Jak sobie poradzić z tymi emocjami, żeby cieszyć się życiem? Czy to koduje się w głowie już w dzieciństwie?

Będę wdzięczna za odpowiedź, ale jeśli nikt się moją historią nie zainteresuje to cieszę się, że to z siebie wyrzuciłam...
PsychoLogikaa
Junior
Posty: 133
Rejestracja: 25 lis 2016, o 15:04

2 lut 2017, o 02:10

A jak wyglądają Twoje relacje z partnerem? Miłością Twego życia. Czy dla niego czujesz się wartościowa,atrakcyjna? Czy wręcz przeciwnie.
Na pewno sporo złych rzeczy zakodowało Ci się z dzieciństwa. Tylko warto pamiętać,że trudna przeszłość niekoniecznie Cię usprawiedliwia,że możesz być zazdrośnicą,że możesz dowartościowywać się kosztem innych. Tym bardziej,że masz świadomość,że to jest złe. Żeby było łatwo coś podpowiedzieć - powiedz,co do tej pory próbowałaś robić,żeby zmienić te swoje negatywne cechy,nastawienie itd? Jakieś konkretne próby zmiany tego? Może rozważałaś wizytę u psychologa,jeśli sama z tym nie dajesz rady? Rozumiem,że wiele złego stało się w Twoim życiu,na co nie miałaś wpływu. Ale teraz są takie sprawy,na które masz dużo wpływu a usprawiedliwianie się jest tylko wybraniem najłatwiejszej drogi. Czego oczywiście nikt Ci nie zabroni,ale i rozumiem,że niekoniecznie chcesz nią dalej podążać.
Czekam więc na odpowiedzi. Tutaj lub możesz napisać wiadomość prywatną. Pozdrawiam.
ODPOWIEDZ