Pomóżcie znaleźć dalszy sens życia

Zapraszamy do działu poświęconego osobom zmagającym się z wszelkiego rodzaju uzależnieniami, a także ich najbliższym, w tym Dorosłym Dzieciom Alkoholików i Dorosłym Dzieciom pochodzącym z rodzin Dysfunkcyjnych.
ODPOWIEDZ
NadiaS
Posty: 7
Rejestracja: 14 wrz 2016, o 21:00

14 wrz 2016, o 21:49

Witam wszystkich serdecznie. Piszę po raz pierwszy, ponieważ nie chcę i nie potrafię rozmawiać ze znanymi mi osobami o swoich zmartwieniach. Z domu rodzinnego, jako DDA, wyniosłam chyba rolę bohaterki, le ostatnio chyba powoli tracę siłę.
Pokrótce mówiąc: mój ojciec był alkoholikiem i tyranem, zastraszającym mnie i moja mamę psychicznie i fizycznie. Ja chorowałam i sporo się należałam w szpitalach, ale mama walczyło o to, by mnie wyleczyć i się udało. Młodszy brat na szczęście był pupilem taty, tyle jego szczęścia. Mama była zawsze moją przyjaciółką, pedagogiem i mądrze wychowującym nas opiekunem. Wychowała mnie i brata we wzajemnej miłości i przyjaźni. Jednak dość szybko zaczęła pić, praktycznie pod koniec szkoły podstawowej było już źle. Liceum było koszmarem i mieliśmy z bratem jedynie siebie nawzajem. Długo osłanialiśmy picie mamy, czuwaliśmy w nocy żeby nie wychodziła po alkohol, zbieralismy ją z trawnika, kłamaliśmy jej pracodawcy przez telefon, itp. Miała mnóstwo wypadków, nieraz nie wiedzieliśmy gdzie jest bo potrafiła wyjść i wrócić po dwóch dniach. Mamę zwolniono w końcu z pracy, rodzice się rozwiedli. Na studiach zamieszkałam u dziadków. Dziadek był obłożnie chory i niestety krążyłam między domem dziadków a uniwersytetem, czekając na telefon z domu, i wtedy jechalam zająć się mamą. Jednak starałam się prowadzić w miarę normalne życie, chodzić na imprezy studenckie, itp. Przez cały okres picia mamy, wiele lat, zawsze byliśmy gotowi jej pomóc. Było wiele najróżniejszych ośrodków i terapii. Tuz po ślubie pojechałam z mamą na dwa miesiące na eksperymentalne leczenie do Warszawy. Niestety, nie wytrwała długo. Tak się baliśmy, gdy nie piła, i bylismy wściekli, gdy piła. Potrafiła być cudowna, a alkohol zmieniał ja w szklistookiego potwora.
Moje małżenstwo trwało rok i się rozpadło. Jednak wkrótce poznałam swojego obecnego partnera z którym 9 lat temu wyjechaliśmy do Wielkiej Brytanii.
Mama nie mając środków do życia zamieszkała u dziadków. Jej choroba w sumie postępowała, ale nie mieliśmy na nią żadnego wpływu, choć zawsze powtarzaliśmy jej, że ją wspieramy i wierzymy w nią, że jak przestanie pić, to jej nieba przychylimy. W międzyczasie zmarł dziadek. Babcia, z którą jesteśmy niezwykle zżyci, jest bardzo chora, ma dializy i słabe serce. Liczyłam ,ze może w UK założę rodzinę; wreszcie po wielu latach zaszłam nieoczekiwanie w upragnioną ciążę, ale po kilku miesiącach straciłam dziecko. Długo wychodziłam z depresji, ale dałam radę.
Rok temu w czasie naszego urlopu mama pojechała na kilka dni do domu, coś tam załatwić. Nie dzwoniła, ale to było dla nas normalne, zawsze zapijala, jak jechała do swego mieszkania. Pamiętam jak ją odprowadzałam na dworzec i uspokajałam.
A potem dostaliśmy wiadomość ze szpitala, ze została znaleziona na ulicy i była reanimowana. I że nastąpiło odkorowanie. Od roku mama jest w stanie wegetatywnym. Nie wiem ,czy nas słyszy czy nie, bo w tym stanie nic nie wiadomo. NIC. Brat dużo pracuję, ja nie mogę rzucić partnera, pracy i kredytów żeby wrócić do Polski tym bardziej, ze z bratem płacimy na specjalistyczny ośrodek opieki, żeby mama miała wszystko co najlepsze. Przylatuję do mamy jak tylko mogę.
Ale czuję, że to moja wina i że mama może nie czuła się dostatecznie kochana, że mogliśmy coś zrobić.
I wiem, ze muszę żyć, ale jedyną motywacja jest dla mnie to, ze nie mogę w tym nieszczęściu zrobić jeszcze takiego świństwa mojej babci i bratu. Partner mnie wspiera i kocha, ale chyba nie do końca rozumie. W każdym razie nie widzę sensu dalszej egzystencji, bo teraz czeka na mnie tylko śmierć tych, których tak kocham. Z ojcem mam poprawne relacje, ale nie czuję z nim więzi, podobnie brat. Wszystko teraz przypomina mi mamę. Nie mogę wciąż się z tym pogodzić, i uwierzyć. Siedzę u niej cały dzień, wracam i myślę, że ona tam stoi na progu, pijana, ale niechby była. Chwilami funkcjonuję normalnie, ale chwilami mam wrażenie, że oszaleję.
Wybaczcie, że się rozpisałam. Co mam zrobić, żeby jakoś zebrać siły?
Dziękuję wszystkim, którzy przebrnęli przez cały tekst i moze zdecydują się coś odpisać.
Awatar użytkownika
Rutlawski
Przyjaciel Forum
Posty: 876
Rejestracja: 20 wrz 2013, o 15:08

15 wrz 2016, o 16:20

Witaj, Nadia,

zdaję sobie sprawę, że trudno pewnie było to wszystko opisać.
Jako osoba, która sama miała ojca alkoholika doceniam i wiem, z jakimi wiąże się to emocjami.

Wydaje mi się, że Twój ból w dużej mierze bierze się z wyrzutów sumienia, poczucia winy, że zrobiłś za mało, że nie zrobiłaś tego, czy tamtego...

Zrozum, proszę, że to są emocje, które - gwarantuję Ci - przeżywa każde DDA.
Są one całkiem bezpodstawne, choć zrozumiałe.

Nie ma w tym Twojej winy, że mama zaczęła pić. Nie jesteś winna, że zdarzyła się taka tragedia i mama jest w takim stanie, jakim jest.

Owszem, alkoholicy potrzebują naszej miłości, ale niestety to tylko od nich zależy, czy potrafią ją przyjąć. Nic nie zrobimy, jeśli nie uda się do nich dotrzeć. A już a pewno nie jest to nasza zasługa, ani fakt, że dajemy tego wsparcia za mało.
Sama pomyśl, to by było nierealne oczekiwać od dzieci, że uratują swoich rodziców od alkoholizmu, wierz mi.
Partner mnie wspiera i kocha, ale chyba nie do końca rozumie
Podejrzewam, że nam, DDA wydaje się, że osoby, które nie przeżyły alkoholizmu w domu, nie potrafią do końca zrozumieć lub ogarnąć tego co czujemy.
Może i tak jest.
Natomiast z tego co piszesz wynika, że partner na pewno z całej siły CHCE Cię zrozumieć i wspiera jak tylko może :)
Pamiętaj też, że jemu i zapewne bliskim Ci ludziom zależy też na Tobie. Na Twoim życiu, na który chyba trochę położyłaś krechę - właśnie z powodu winy.
"Życie, sposób na zbieranie zdziwień kończy się dość jednak nieszczęśliwie, bowiem śmiercią.
I choć tyle miewa znaczeń, nie słyszałem by skończyło się inaczej".
Awatar użytkownika
Gabriel
Posty: 21
Rejestracja: 13 wrz 2016, o 20:51

15 wrz 2016, o 21:45

Cześć Nadia!

Poniekąd rozumiem Twój stosunek do mamy. Jak sama określiłaś - pijąc zmienia się w szklistookiego potwora a mimo to dalej ją kochasz. W końcu to Twoja mama.

Nie wiem czy mogę porównywać te dwie sytuację ale moja mama zachowywała się podobnie. Pałała bezgraniczną miłością do alkoholu a przynajmniej ja zawsze tak to odbierałem. Co wieczór pijana. W końcu doszła do tego choroba psychiczna, a ona zapijała leki alkoholem. Wykończyła się.

Nigdy nie potrafiłem być na nią zły za to co robiła, jednakże trzeba zdać sobie sprawę, że w przypadku uzależnienia od alkoholu wszystko zależy tak naprawdę od alkoholika. Napisałaś, że być może Twoja mama nie czuła się dostatecznie kochana. Uważam, że zrobiłaś tyle ile byłaś w stanie zrobić. Nie każdy odnalazłby w sobie aż tyle odwagi, żeby kochać kogoś, kto niszczy zarówno siebie jak i swoje dzieci (nawet jeśli nieświadomie). Także - czapki z głów :)

Twoja mam dostała i wciąż dostaje od was to co najlepszego możecie jej dać. Nie miej wyrzutów sumienia. Są skrzywione pod wpływem emocji. Staraj się kierować myśli na tych, których kochasz i którzy są przy Tobie tu i teraz.
NadiaS
Posty: 7
Rejestracja: 14 wrz 2016, o 21:00

16 wrz 2016, o 00:02

Dziękuję bardzo za słowa wsparcia. Trudno na pewno opisać to wszystko. Na pewno mam wielkie poczucie winy, którego nie potrafię się pozbyć, podobnie jak wielu negatywnych emocji. To, co teraz robię, wywołuje u mnie wspomnienia i obrazy; wykonuję jakąś czynność i jest ona katalizatorem mojej przeszłości.
Cała ironia polega na tym, że świetnie potrafię wspierać bliskich i pomagać przyjaciołom w trudnych chwilach; wiele osób mówiło mi nawet, ze chyba powinnam zostać psychologiem... ale sobie nie umiem pomóc i nawet nie w tym rzecz. Bo nie ja się tu liczę i moje szczęście czy nieszczęście, tylko że mama leży w stanie wegetatywnym, a ja nie mogę być codziennie przy niej i zająć się nią tak, jak powinnam. i nie wiadomo, czy coś rozumie, odbiera rzeczywistość, czy też nie. Kiedy piła, myślałam, że już nie może być gorzej, a okazuje się, że teraz oddałabym wszystko, aby była pijana, agresywna, ze zwidami - ale nie w takim stanie.
Żyję właściwie dla innych, siłą rozpędu. bo co może mnie dobrego czekać? I właściwie nawet nie czuję, że mam prawo oczekiwać czegoś od życia. Wszystko, co dobre, jest już przeszłością.
Awatar użytkownika
ruinyodbudowane
Senior
Posty: 974
Rejestracja: 17 maja 2016, o 10:10
Lokalizacja: Mazury!

16 wrz 2016, o 08:51

Witajcie,witaj NadiaS. Rozumiem Cię , ponieważ sam jestem DDA . Jako dziecko odtrącałem od siebie mojego ojca i nie potrafiłem mu wtedy pomóc, porozmawiać z nim, gdyż ja jako dziecko oczekiwałem tego od mojego ojca. Chciałem, żeby to on mną się zajął, a nie my dzieci mieliśmy się zastanawiać , w jakim stanie wróci do domu, czy nie będzie kolejnej awantury w domu ... Właśnie my jako dzieci przyjmowaliśmy rolę rodzica , a nasi rodzice stawali się "dużymi dziećmi"!
Przede wszystkim nie powinnaś się w żaden sposób obwiniać i nie mieć do Siebie pretensji . Masz Swoją rodzinę i jesteś za nią odpowiedzialna, odpowiedzialna za Swojego partnera! Za Swoje życie. Cały czas musimy dokonywać wyborów, podejmować decyzje, niezależne od nas, ale niestety jesteśmy do tego zmuszeni. Nie możemy się niestety rozdwoić i być w dwóch miejscach na raz. Ale wydaje mi się, że podejmujesz słuszną decyzję zostając na Wyspie pracując i zajmując się Swoim życiem, Swoim partnerem.
Na pewno już Swojej mamie przebaczyłaś jej błędy w przeszłości , ale proszę Cię, aby ta obecna relacja z Twoja mamą nie miała negatywnego wpływu na Twoje samopoczucie ani na Twoją relację z partnerem, na relację z ludźmi. Ma zapewnioną opiekę medyczną .
Najważniejsze jest przebaczyć sobie i mamie! Zapomnieć o przeszłości !A Życie musi toczyć się dalej !
I idź przez te życie właśnie z nadzieją, z marzeniami, że nieraz jeszcze otrzymasz wynagrodzenie za to, czego Tobie brakowało w dzieciństwie. Miej plan na Swoje życie i trzymaj się go, realizuj go powoli , realizuj Swoje marzenia małymi kroczkami, ale do przodu !!!!
Bogdan


Nawet najbardziej praktyczna, piękna i wykonalna filozofia na świecie nie zadziała, jeśli Ty nie będziesz działać.

Zig Ziglar
ODPOWIEDZ