Skrajny emocjonalizm

Zapraszamy do działu poświęconego osobom zmagającym się z wszelkiego rodzaju uzależnieniami, a także ich najbliższym, w tym Dorosłym Dzieciom Alkoholików i Dorosłym Dzieciom pochodzącym z rodzin Dysfunkcyjnych.
ODPOWIEDZ
Bunt
Posty: 8
Rejestracja: 16 lip 2013, o 19:45

16 lip 2013, o 20:17

Jak w temacie.

Mam 24 lata i jedną z moich słabości w życiu jest właśnie to, że przesadnie w życiu wszystkim się przejmuję, a zwłaszcza negatywnymi słowami wypowiedzianymi w moim kierunku. Nie radzę sobie z tym i chcę coś z tym zrobić. Górę mimo wszystko biorą emocję, a rozsądek zostaję gdzieś w tyle. Tworzę w głowie przez to złe dla mnie scenariusze i wpędzam sie w nieadekwatny do sytuacji lęk. Jestem nieufny wobec innych i uważam, że większość ludzi jest źle do mnie nastawiona, bo mają kompleksy. Nie radzę sobie z zazdrością i zawiścią innych osób. Nie potrafię się zdystansować do tego. Mam spory niepokój w sobie, bo czuję że ktoś bedzie chciał mnie "zaatakować", bo np. czuję się gorszy ode mnie. Dodam jeszcze, że jestem DDA, ale w ubiegłym roku wyprowadziłem się do innego miasta i mój stan psychiczny uległ poprawie. Obecnie jednak przez ten miesiąc zamieszkuję w moim dawnym rodzinnym domu ze względu na finanse. Korzystałem z pomocy terapeuty.

Chcę wiedzieć w jaki sposób mogę sobie z tym konkretnie poradzić?
Fioletowa25
Przyjaciel Forum
Posty: 2607
Rejestracja: 11 lip 2012, o 11:25

16 lip 2013, o 21:24

Myślę, że nie powinieneś tak bardzo zawężać sobie celów terapii. Odnoszę wrażenie, że chcesz tylko na szybko zaszpachlować to, co najbardziej Ci przeszkadza zostawiając pod spodem bez żadnej naprawy wszystkie pęknięcia i zadrapania w Twojej psychice. Nie tędy droga. Prawdziwy spokój osiągniesz tylko, jeśli naprawdę solidnie przepracujesz wszystkie urazy, lęki i żale.
Na pewno jest tego sporo: żal do rodziców; brak poczucia odrębności i własnej godności; strach gdy robisz coś "po swojemu"; wyrzuty sumienia odzywające się w najgłupszych momentach; brak poczucia, że sam sobie możesz zapewnić bezpieczeństwo; podejrzliwość wobec ludzi; dziwny lęk przed sukcesem i wynikającą z niego odpowiedzialnością; ścierające się wciąż poczucie krzywdy i poczucie winy; zbytnia surowość i jednoznaczność w ocenie innych; niezdolność do dostrzegania półcieni i wielowarstwowości przeżywanych sytuacji...

To, w jaki sposób tłumaczysz sobie rzekome ataki innych na Ciebie jest tak naprawdę naprędce skleconym "wałem ochronnym" (bo nawet nie murem). Sam chyba czujesz, że w Twoim rozumowaniu jest coś nie tak i dlatego Twoja mantra ochronna nie działa. Zamiast próbować się bronić agresją - co tylko jeszcze bardziej nadszarpnie Twoje nerwy - spróbuj poszukać spokoju. Jest wiele zjawisk, które musisz naprawdę pojąć i zaakceptować, aby pogodzić się ze samym sobą oraz naprawdę zamknąć smutny rozdział życia, który masz za sobą. To będzie wymagało mnóstwa pracy, ale efekty będą lepsze i trwalsze niż w przypadku byle jakiego sztukowania wału ochronnego i prób zatuszowania najbardziej ewidentnego objawu Twojego problemu.
Bunt
Posty: 8
Rejestracja: 16 lip 2013, o 19:45

16 lip 2013, o 22:05

Oczywiście jest tego znacznie więcej. W sumie to wszystko co opisałaś, ale w moim zyciu własnie ten aspekt jest dla mnie najbardziej dokuczliwy. Nie bardzo wiem jak zmienic ten swój jak to określiłaś "wał ochronny" tzn. od czego zaczac i w jaki sposob. Chce zeby moje myslenie mnie wspierało, a nie rujnowało. Chyba wiekszosc rzeczy, które w zyciu robie są w pewien sposob tylko szpachlowaniem, bez zadnego wiekszego pokrycia na rzeczywistosc, bo nie odczuwam samej chociazby satysfakcji z tego, ze zyje.
Fioletowa25
Przyjaciel Forum
Posty: 2607
Rejestracja: 11 lip 2012, o 11:25

17 lip 2013, o 08:05

Bunt pisze:bo nie odczuwam samej chociazby satysfakcji z tego, ze zyje.
I chyba od tego trzeba zacząć.

W moim przypadku (jestem DDD) najlepszą strategią była próba zrozumienia zachowań rodziców i przemyślenia na chłodno, dlaczego zrobili mi to, co zrobili. Odsunęłam się od emocjonalnego stosunku (mieszaniny żalu, strachu i poczucia winy) i przeanalizowałam ich życie tak, jakby byli to dla mnie obcy ludzie. Po pierwsze taki trening pozwolił mi zerwać z wizerunkiem siebie jako wyłącznie ich córki i zbudować nową tożsamość człowieka istniejącego bez tego zakotwiczenia w rodzinie. Po drugie pozwoliło to trochę rozwiązać węzeł gordyjski moich emocji. Zrozumiałam, o co mam żal i dlaczego im współczuję. Dalszym krokiem było oddzielenie tych aspektów mojej relacji z rodzicami, w których nic nie mogę zrobić od tych, które da się poprawić.
To dalej jest trudne i dalej spotkania z nimi wywołują u mnie przygnębienie, ale potrafię już sobie radzić z takimi incydentami. Pozbyłam się też tego ciężaru, który ciągnął się za mną nawet, gdy ich nie było w pobliżu.


Drugim ważnym elementem są relacje z innymi. DDA i DDD często wydaje się, że są w jakiś sposób wyjątkowi: szczególnie upośledzeni lub - przeciwnie - uzdolnieni; że zwracają na siebie uwagę i nawet u obcych wywołują silną niechęć, zazdrość, współczucie lub odrazę. Aby poradzić sobie z tym z jednej strony warto najzwyczajniej w świecie otrzaskać się z ludźmi, poszerzać często zwłaszcza krąg dalszych znajomych po to, by zauważyć, że traktują oni nas tak, jak innych: z uprzejmą obojętnością. Po drugie warto przejść się na jakieś warsztaty zdolności interpersonalnych i po prostu szczerze pogadać z ludźmi o tym, jakie zostawiasz pierwsze wrażenie i co o Tobie sądzą. Najprawdopodobniej to, co usłyszysz bardzo Cię zdziwi, ale jednocześnie uspokoi.

W Twoim przypadku niestety ważna byłaby też wyprowadzka z domu lub chociaż mentalne uniezależnienie się od rodziców.
Zdaję sobie sprawę z tego, że mimo, iż jesteś już dorosły w domu rodzinnym cały czas zamieniasz się w bezradnego chłopca. Wydaje mi się, że to niestety zawsze jest tak, iż rodzice cały czas chcą dostrzegać w swoich potomkach małe, nieporadne dzieci. W którymś momencie po prostu trzeba im pokazać, że to się skończyło. Sami z siebie nigdy tego nie dostrzegą.
Nie mówię tutaj o buncie, kłótniach - to dziecinada. Chodzi o to, abyś pokazał, że sam decydujesz o swoim życiu i bierzesz ich w nim pod uwagę ale nie jako panów, którzy dyktują Ci co masz robić, lecz jako partnerów, z którymi konsultujesz swoje plany wtedy, gdy zazębiają się w jakiś sposób z ich planami; że bierzesz pod uwagę ich życie po to, aby im go nie utrudniać ale nie po to, by ich słuchać.
W rodzinach "trudnych" tragedią dziecka często jest nieumiejętność takiego ustawienia relacji z rodzicami. To jest chyba jeden z najtrudniejszych elementów, wymaga ciągłej pracy nad sobą i uważnego stawiania każdego kroku.
Myślę, że warto byłoby porozmawiać o tym z terapeutą. Ewentualnie możesz zrobić sobie np. w ciągu 2 tygodni listę wszystkich sytuacji z udziałem rodziców, w których poczułeś się niesamodzielny, sfrustrowany i bezradny. Zastanów się, co mógłbyś zrobić inaczej, aby swoją postawą pokazać im "Szanuję wasze zdanie i nie chcę was krzywdzić, ale w tej kwestii ja sam zadecyduję o sobie". W następnym okresie spróbuj w analogicznych sytuacjach wprowadzać te postanowienia w życie.
Bunt
Posty: 8
Rejestracja: 16 lip 2013, o 19:45

17 lip 2013, o 19:53

Dobre wskazówki. Na pewno z nich skorzystam. W ubiegłym roku w październiku wyprowadziłem sie z domu do czerwca, więc z wyprowadzką jest już obyty, tylko na miesiąc tutaj musiałem wrócić, bo z akademika na wakacje trzeba się wyprowadzić, a i pieniędzy mi nie starczyło chwilowo. Kiedy teraz odłożę to w sierpniu się wyprowadzę.

Co do spoglądania na swoją rodzinę bez emocji to patrząc na siebie w tym wszystkim jako obserwator to uważam, że perfidnie byłem wykorzystywany w tym domu. Wiem na pewno, że to co wszystko się działo nie było z mojej winy. Te wszystkie krzywdy wyrządzone i stany tych ludzi. Próbowali mnie trzymać tutaj na siłę i uzależnić od siebie żebym był słaby, bo inaczej stracili by płynność finansową z moich alimentów. Etap związany z rodziną myślę, że mam już dawno przeprasowany, a nad swoją tożsamością pracuję jak starczy mi energii, bo robię bardzo dużo w swoim życiu. Moi rodzice nie mogą wpłynać na moje zycie w żaden większy sposób. Są obok tak naprawdę i nie przywiązuję wagi zbytniej do tego co powiedzą lub jak mnie osądzą.

Trudno mi sie pozbyc tej wyjatkowosci kiedy tak naprawdę nie wiem jak powinienem się zachowywac, aby moje relacje z innymi przebiegały dobrze nie wpływając jednoczesnie źle na mój nastrój. Nie chce byc pokorny lub uległy kiedy np. mam na cos inny pogląd niz reszta ogólu.

Sfrustrowany raczej jestem, ale chyba przez niepewną przyszłość, a nie jezeli przez przeszlosc. Bo robię obecnie dwa fakultety na studiach inzynierskich, a obawiam sie ze to bedzie prózny trud tylko i nigdzie roboty nie znajde, bo np. w sieciowkach nie chcieli mnie zatrudnic nawet na 1/2 etatu, bo mam wyzsze wyskształcenie.
Fioletowa25
Przyjaciel Forum
Posty: 2607
Rejestracja: 11 lip 2012, o 11:25

18 lip 2013, o 07:59

Bunt pisze:Trudno mi sie pozbyc tej wyjatkowosci kiedy tak naprawdę nie wiem jak powinienem się zachowywac, aby moje relacje z innymi przebiegały dobrze nie wpływając jednoczesnie źle na mój nastrój. Nie chce byc pokorny lub uległy kiedy np. mam na cos inny pogląd niz reszta ogólu.
Robiłeś sobie kiedyś test psychologiczny lokujący Cię na skali introwertyzm-ekstrawertyzm?

Jeśli jesteś introwertykiem, to byłoby doskonałe wyjaśnienie Twoich kłopotów oraz jednocześnie dałoby Ci od razu rady dotyczące tego, co z tym zrobić.

Największa różnica między introwersją a ekstrawersją nie polega na poziomie aktywności czy radości, jak ludzie często to sobie wyobrażają. Chodzi o to, że ekstrawertyk czerpie energię ze spotkań z ludźmi, a introwertyk ją wtedy traci. Ekstrawertyk po spotkaniu jest bardziej wypoczęty i odprężony, niż przedtem, a introwertyk jest wyczerpany. Jego energia, którą może poświęcić na kontakty z ludźmi to cenna waluta i dlatego musi starannie dobierać towarzyszy - może sobie pozwolić tylko na takie kontakty, w których za swoją energię może kupić coś równie cennego i wspaniałego: nowe doświadczenia, wsparcie, podbudowanie na duchu, konstruktywną dyskusję, dobre rady. Dostosowywanie się do przypadkowych znajomych po to, aby spędzić z nimi czas na p*niu o niczym jest pracą ponad siły, a po drugie dla introwertyka najzwyczajniej nie ma sensu.
Jeśli tak jest w Twoim przypadku to dobrze byłoby, abyś nauczył się odróżniać poprawne kontakty z byle kim od tych dobrych z wartościowymi ludźmi. Zadając się z byle kim możesz byś po prostu uprzejmy, bez zbytniego angażowania się w relacje. Zapewniam Cię, że Twoje otoczenie nie pomyśli o Tobie tego wszystkiego, co myślisz, że pomyślą. Po prostu również będą obojętnie uprzejmi - a to Ci chyba wystarczy. Tylko w kontakty z kilkoma prawdziwymi przyjaciółmi jest sens inwestować swoją energię i czas.
Bunt
Posty: 8
Rejestracja: 16 lip 2013, o 19:45

18 lip 2013, o 19:59

Fioletowa25 pisze: Ekstrawertyk po spotkaniu jest bardziej wypoczęty i odprężony, niż przedtem, a introwertyk jest wyczerpany. Jego energia, którą może poświęcić na kontakty z ludźmi to cenna waluta i dlatego musi starannie dobierać towarzyszy - może sobie pozwolić tylko na takie kontakty, w których za swoją energię może kupić coś równie cennego i wspaniałego: nowe doświadczenia, wsparcie, podbudowanie na duchu, konstruktywną dyskusję, dobre rady. Dostosowywanie się do przypadkowych znajomych po to, aby spędzić z nimi czas na p*niu o niczym jest pracą ponad siły, a po drugie dla introwertyka najzwyczajniej nie ma sensu.
Jeśli tak jest w Twoim przypadku to dobrze byłoby, abyś nauczył się odróżniać poprawne kontakty z byle kim od tych dobrych z wartościowymi ludźmi. Zadając się z byle kim możesz byś po prostu uprzejmy, bez zbytniego angażowania się w relacje. Zapewniam Cię, że Twoje otoczenie nie pomyśli o Tobie tego wszystkiego, co myślisz, że pomyślą. Po prostu również będą obojętnie uprzejmi - a to Ci chyba wystarczy. Tylko w kontakty z kilkoma prawdziwymi przyjaciółmi jest sens inwestować swoją energię i czas.
Trafiłaś w sedno. Chodzi o to, że większość relacji mnie zwyczajnie w życiu nudziła, a rzadko które dawały jakąś większą satysfakcje. Właściwie to nie wiem po co utrzymywałem te jałowe znajomości. Chyba po to, żeby ktoś poświęcił mi jakąś uwagę. A wychodziło na odwrót, bo z reguły to ludzie coś ode mnie później chcieli, bo ja nauczyłem się być samowystarczalny. Wiem z jakimi osobowościami chce się zadawać jeśli chodzi o ludzi, ale mam problem z tym, aby odsunąć od siebie te co niczego szczególnego nie wnoszą do mojego życia. Nie mam problemu z samym nawiązywaniem kontaktu, tylko chyba do końca nie potrafię oddzielić poziomu samych nawet rozmów z byle kim, a z kimś wartościowym dla mnie. Czasem ufam zbyt często i nie wychodzę na tym najlepiej.
ODPOWIEDZ