Mój brak punktu odniesienia w życiu, czyli co jest prawdziwe

Zapraszamy do działu poświęconego osobom zmagającym się z wszelkiego rodzaju uzależnieniami, a także ich najbliższym, w tym Dorosłym Dzieciom Alkoholików i Dorosłym Dzieciom pochodzącym z rodzin Dysfunkcyjnych.
ODPOWIEDZ
smerfetka84
Posty: 15
Rejestracja: 26 maja 2013, o 13:36

26 maja 2013, o 13:48

Ostatnio czułam się bardzo zagubiona, więc szperałam w sieci...
Znalazłam taki artykuł (polecam czytać od poziomej kreski w dół)
http://www.alko.fora.pl/dda-ddd-czyteln ... ,3818.html
Niestety podobnie jak jedna z terapeutek, do których chodziłam,
poddaje on w wątpliwość wszystko, co wydawało mi się stałe i pewne.

Z tego, co tam napisano, wyłania się 100% obraz mnie.
Związałam się niegdyś z konieczności i rozsądku z, wówczas chłopakiem, który mnie zauroczył.
Zauroczenie jednak szybko minęło, w jego miejscu pojawił się bunt, chęć ucieczki, nienawiść do zbliżeń fizycznych...
Byliśmy razem, bo był dla mnie taki dobry. Było mi źle, ale myślałam - gdzie ja znajdę kogoś lepszego?
Odszedł widząc, jak się odsuwam.
Cierpiał, a mnie się serce krajało. Płakał, choć później przestał, ale nadal widziałam, że kocha mnie każdą komórką swojego ciała.
Wróciliśmy do siebie po roku, bo poczułam, że go kocham (tzn czułam się bez niego bezsilna, słaba, zagubiona, a on tak cierpiał przeze mnie).
Uwielbiałam go przytulać, wygłupiać się, dawać prowadzić przez życie za rękę.
Tak jest do dziś. Bywają tylko noce, kiedy marzę... marzę o fajerwerkach, motylach w brzuchu, których nigdy nie było.
O szalonej przygodzie, do której być może w ogóle nie jestem psychicznie zdolna.
I wiem, że to nigdy nie będzie z nim.
Patrzę na jego twarz - jest bardzo przystojny, ma śliczne oczy, ale... to w ogóle nie mój typ.
Ma piękne ciało, świetnie się ubiera, jest wykształcony, inteligentny, zaradny życiowo, silny psychicznie - wymarzony kandydat na męża.
Tu na prawdę nie chodzi o to, że coś z nim nie tak. Kobiety się za nim uganiają.
A ja głównie wykorzystuję go do tego, by wlókł mnie przez życie za sobą, głaskał po głowie, opiekował się i przytulał.
Jest moim rodzicem, którego nigdy nie miałam.

Czy ja go kocham, czy to litość, czy to własna wygoda i strach? Czy to są moje prawdziwe odczucia, czy przemawia przeze mnie DDD?
Nasz związek był dla mnie jedyną stałą w życiu i takim filarem, a teraz po przeczytaniu tego tekstu już sama nie wiem, co jest prawdą...

Czy po wielu latach związku seks powinien być nadal super przyjemnością? Czy to może normalne, że "jest jaki jest"? Tylko, że u nas nie było fajerwerków już od samego początku. Od pierwszego pocałunku zniechęciłam się do niego okrutnie.

Wiem, że jestem zdolna do szaleństw, dzikiego zakochania i seksu od rana do nocy. Przeżyłam taki związek, jednak teraz nie wiem, czy było to pożądanie, czy może fakt, że odzwierciedlał on emocjonalnie mój dom rodzinny. Placz, rozstania, powroty. To było bardzo dziecinne, ale właśnie...

Dziecinne. Nie cierpię za utraconym dzieciństwem. Wychowywała mnie ukochana babcia i miałam wszystko, czego potrzebowałam. Matka bardzo mnie biła, ale przemoc fizyczna nie odcisnęła na mnie trwałego piętna. Dopiero przemoc psychiczna, która zaczęła rządzić moim zyciem w wieku 12 lat i rządziła do 20 roku życia.

Nie przeszłam prawidłowo okresu dojrzewania i ciągle próbuję go odtworzyć. Czytuję książki dla nastolatek, oglądam filmy młodzieżowe z Lindsay Lohan (takie kino dla 15-18 latków).
W swoich marzeniach jestem piękną 12-14latką, która poznaje starszego chłopaka i szaleńczo się zakochuje, ukrywając to przed kochającymi, chcącymi chronić córkę rodzicami, którzy jednak na końcu okazują się bardzo wyrozumiali.
Nie potrafię zaakceptować tego, że nie miałam okresu nastoletniego. Nie miałam, bo ojca nie było, matka miała ciągle to nowych kochanków, a mnie wmawiała, że jestem tą najgorszą. Nawet pierwszy okres ukrywałam przed matką w obawie o wyśmianie, a wyśmiewała wszystko.
Kolegów z klasy, z podwórka, z imprez. Każdy miał za dużą głowę, krzywe nogi, brzydki nos. Tak jak i ja. Wmówiła mi, że jestem odrażająca, gruba, ohydna, niedorozwinięta.

Miałam swoje nastoletnie miłości... ale każdą niespełnioną. Bo przecież jak mogłabym podejść do chłopaka, skoro wiedziałam, że mi "cyce urosły", mam "cellulit na pupie", "roztyłam się", "mam zeza".
Wiedziałam, że mnie wyśmieje, tak jak moja matka. Znałam swoje miejsce, więc zawsze tylko siedziałam samotnie patrząc jak licealnych przystojniaków zgarniają mi o wiele brzydsze, acz wygadane koleżanki. Kiedy tylko jakiś chłopak zwracał na mnie uwagę, myślałam sobie "o boze co za brzydactwo, mnie to się zawsze trafiają resztki z pańskiego stołu". Chłopak mógł być w rzeczywistości bardzo atrakcyjny, ale ja patrzyłam oczami mojej matki.
Mimo, że ze swoją skrytością nie poderwałabym nawet Quasimodo, często moje zauroczenia zwracały na mnie uwagę, przytulały, uwodziły... Ja jednak czułam się sparaliżowana. W moment taki mój ideał stawał się nieatrakcyjny i marzyłam tylko o tym, by zniknął.

Nigdy więc nie miałam żadnych przygód z chłopakami, romantycznych wypadów po koncercie do parku, pocałunków. Nigdy w towarzystwie nie miałam chłopaka w obawie, że wszyscy wyśmieją mnie za jego wybór...

I to moim zdaniem rzutuje mocno na mój obecny związek. Ja nadal czuję, że muszę przeżyć tę nastoletnią miłość.


Często marzę, że moimi rodzicami są bohaterowie filmów Taken i Taken 2. Idealny tatuś tajniak i mama modelka, a ja jestem grzeczną dziewczyną, dobrze wychowaną, bez nałogów, a nie zarzyganą narkomanką, którą byłam, by uwolnić się psychicznie od matki. I teraz napiszę coś kontrowersyjnego - narkotyki mi pomogły... Zniknęło wiele "krzaków", które miałam w głowie. Już nie bałam się przyprowadzać znajomych do domu i nie paliłam ze wstydu, kiedy babcia, czy matka ich widziały. Zlikwidowały mi część lęków, które odkupiłam wadą serca i potwornymi miesiącami wychodzenia z uzależnienia, kiedy to bałam się po prostu, dostawałam wielogodzinnych ataków paniki i nie sypiałam po kilka dni.

Za moją matkę się zwyczajnie wstydzę. Grzebie po śmieciach, ubiera się jak kloszardka (niegdyś nosiła się jak prostytutka), kompletnie nie potrafi zachować w żadnej sytuacji. I jak każde naiwne, duże dziecko... marzę, choć wiem, że to nierealne, że coś się jej odklei i się zmieni.
Tak na prawdę nigdy nie miałam matki w ścisłym tego słowa znaczeniu. Nikt mnie nie uświadamiał, nie przytulał, nie rozmawiał ze mną. Seks, chłopcy, imprezy, to był w domu temat tabu, choć matka co miesiąc miała innego. Nigdy nie czekała z obiadem, a co najwyżej z awanturą i prztykiem, który mnie zawstydzi, który sprawi, że się popłaczę. Rodzice ojca mnie nie uznawali, ojciec też nie.
A tym samym... żyłam sobie całkiem samopas - wagarując, znikając na noce na imprezy, ćpając. W domu nie było żadnych zasad. Tylko jedna - zgnoić bachora.


Rozpisałam się trochę bez sensu... jakoś tak samo popłynęło, jak na kozetce u terapeuty.

W każdym razie może ktoś może coś dodać o tym związku/miłości, a DDD, a utraconym późnym dzieciństwem?
Może macie podobnie, może jesteście ode mnie mądrzejsi. Każde słowo będzie dobre i na każde czekam.


Post zaakceptowany warunkowo. Proszę o zapoznanie się z Regulaminem Forum.
Moderator
Fioletowa25
Przyjaciel Forum
Posty: 2607
Rejestracja: 11 lip 2012, o 11:25

26 maja 2013, o 14:23

Dziękuję zarówno za wrzucony przez Ciebie artykuł jak i Twoje wyznanie. To bardzo cenne, że ktoś analizuje ten problem niejako "z zewnątrz" - wnikliwie i skrupulatnie - a jednocześnie jako osoba przeżywająca to wszystko osobiście.
Czy to zjawisko, o którym piszesz występuje? Już kilka dziewczyn na forum opisywało podobne problemy, ale były zbyt skoncentrowane na swoich przeżyciach by zastanowić się nad ich źródłem i wpływem na ich życie. Myślę, że Twoje wyznanie na pewno by im pomogło i na przyszłość na pewno będę polecać Twój post osobom w podobnej sytuacji - o ile oczywiście nie masz nic przeciwko.
Awatar użytkownika
Qvazie
Senior
Posty: 947
Rejestracja: 18 mar 2012, o 18:57
Lokalizacja: Oviedo Hiszpania

26 maja 2013, o 14:32

Podpisuje sie pod tym.!
1. Wybór świadomy. Ty wybierasz jakie emocje towarzyszą Ci przez życie.
2. Wybór nieświadomy, dajesz sie ponieść emocjom i na podstawie nich dokonujesz wyboru.


Wybór należy do Ciebie, Ty wiesz najlepiej co czyni Cie szczęśliwym.
smerfetka84
Posty: 15
Rejestracja: 26 maja 2013, o 13:36

26 maja 2013, o 15:07

dziękuję, to bardzo miłe, jednak ja sama stanęłam, zdaje się, w martwym punkcie... nie potrafię w sobie znaleźć wielu odpowiedzi, których nie potrafił mi udzielić również żaden terapeuta

Nie wiem co wynika z DDD, a co z mojego charakteru, nie wiem, co jest "prawdą" :(
Fioletowa25
Przyjaciel Forum
Posty: 2607
Rejestracja: 11 lip 2012, o 11:25

26 maja 2013, o 15:52

A czy to ważne? Jesteś jaka jesteś, niezależnie od tego, co Cię taką uczyniło. Zwalcz te cechy, które Ci utrudniają życie i których w sobie nie lubisz a rozwijaj te, które uważasz za pozytywne.
smerfetka84
Posty: 15
Rejestracja: 26 maja 2013, o 13:36

26 maja 2013, o 16:18

Fioletowa25 pisze:A czy to ważne? Jesteś jaka jesteś, niezależnie od tego, co Cię taką uczyniło. Zwalcz te cechy, które Ci utrudniają życie i których w sobie nie lubisz a rozwijaj te, które uważasz za pozytywne.
to bardzo wazne, bo nie wiem, czy kolejna terapia znów nie postawi w wątpliwośc mojego szczęścia i związku, nazwie go nieprawdziwym

bardzo istotne jest dla mnie odkryc, czy jestem z wlasciwym mezczyzna, czy go kocham, czy moze jest to zwykły lęk, wygodnictwo i litość
jesteśmy razem 7 lat, a ja nie umiem odpowiedzieć na to pytanie
Awatar użytkownika
Qvazie
Senior
Posty: 947
Rejestracja: 18 mar 2012, o 18:57
Lokalizacja: Oviedo Hiszpania

26 maja 2013, o 16:49

Na jedno już Ci odpowiadam.

Ty nie umiesz kochać po to Ci jest potrzebna ta terapia.
Zacznij zmiany puki możesz.
1. Wybór świadomy. Ty wybierasz jakie emocje towarzyszą Ci przez życie.
2. Wybór nieświadomy, dajesz sie ponieść emocjom i na podstawie nich dokonujesz wyboru.


Wybór należy do Ciebie, Ty wiesz najlepiej co czyni Cie szczęśliwym.
smerfetka84
Posty: 15
Rejestracja: 26 maja 2013, o 13:36

26 maja 2013, o 16:57

Qvazie pisze:Na jedno już Ci odpowiadam.

Ty nie umiesz kochać po to Ci jest potrzebna ta terapia.
Zacznij zmiany puki możesz.
dlaczego tak sadzisz?
wnioskujesz po tym, co napisalam, czy moze po prostu tak maja DDD/DDA?
Awatar użytkownika
Qvazie
Senior
Posty: 947
Rejestracja: 18 mar 2012, o 18:57
Lokalizacja: Oviedo Hiszpania

26 maja 2013, o 17:33

Tak maja DDD/DDA
To jest fakt po to Ci potrzebna terapia zaraz dokleję linka do jednego tematu na forum poczytaj sobie.

EDIT: Link
http://www.forumpsychologiczne.org/view ... f=18&t=110


EDIT 2: Mój brak punktu odniesienia w życiu, czyli co jest prawdziwe?

Prawdziwe jest to ze życie to nasze doświadczenie i czas, i trzeba je wykorzystać właściwie czyli przejść przez wszystkie możliwe etapy. Dzieciństwo, dorastanie, zakładanie rodziny, wychowywanie dzieci, być babcia lub dziadkiem.
Jasne w międzyczasie mamy problemy ale trzeba je przynajmniej spróbować rozwiązać. Błądzimy gubimy się robimy błędy. Ale jednak bez tego lub tej linii życia, nigdy nie będziemy szczęśliwi. (Nie wszyscy) .
Stabilny dom i dzieci nam gwarantują bycie szczęśliwym w starości jeżeli zgubimy te jedno powiązanie, no cóż zostaje nam być starcami bez wnuczków i wiadomo jak się wtedy czujemy. Żeby do tego dojść to trzeba to zrozumieć i odnaleźć drogę jak prowadzić własne życie. Trudności i problemy trzeba rozwiązywać aby na starość czuć się szczęśliwym i potrzebnym. No i jak się nam to nie uda, to wiadomo, szalejemy puki możemy puki ciało młode i ma siły zamiast budować z głową, zaczynamy się starzec i masz ci babo placek już za późno i co ja teraz będę robił? A no nic dożywotnio ciągnąć tak jak masz i szukać zajęcia żeby nie myśleć.
1. Wybór świadomy. Ty wybierasz jakie emocje towarzyszą Ci przez życie.
2. Wybór nieświadomy, dajesz sie ponieść emocjom i na podstawie nich dokonujesz wyboru.


Wybór należy do Ciebie, Ty wiesz najlepiej co czyni Cie szczęśliwym.
smerfetka84
Posty: 15
Rejestracja: 26 maja 2013, o 13:36

26 maja 2013, o 17:45

Qvazie pisze:Tak maja DDD/DDA
To jest fakt po to Ci potrzebna terapia zaraz dokleję linka do jednego tematu na forum poczytaj sobie.

EDIT: Link
http://www.forumpsychologiczne.org/view ... f=18&t=110


EDIT 2: Mój brak punktu odniesienia w życiu, czyli co jest prawdziwe?

Prawdziwe jest to ze życie to nasze doświadczenie i czas, i trzeba je wykorzystać właściwie czyli przejść przez wszystkie możliwe etapy. Dzieciństwo, dorastanie, zakładanie rodziny, wychowywanie dzieci, być babcia lub dziadkiem.
Jasne w międzyczasie mamy problemy ale trzeba je przynajmniej spróbować rozwiązać. Błądzimy gubimy się robimy błędy. Ale jednak bez tego lub tej linii życia, nigdy nie będziemy szczęśliwi. (Nie wszyscy) .
Stabilny dom i dzieci nam gwarantują bycie szczęśliwym w starości jeżeli zgubimy te jedno powiązanie, no cóż zostaje nam być starcami bez wnuczków i wiadomo jak się wtedy czujemy. Żeby do tego dojść to trzeba to zrozumieć i odnaleźć drogę jak prowadzić własne życie. Trudności i problemy trzeba rozwiązywać aby na starość czuć się szczęśliwym i potrzebnym. No i jak się nam to nie uda, to wiadomo, szalejemy puki możemy puki ciało młode i ma siły zamiast budować z głową, zaczynamy się starzec i masz ci babo placek już za późno i co ja teraz będę robił? A no nic dożywotnio ciągnąć tak jak masz i szukać zajęcia żeby nie myśleć.
absolutnie nie mogę się z tym zgodzić poglądowo, nie wiem,czy to typowe dla DDD :), ale coraz częściej mówi się o micie, jakoby tylko dziecko miało wyznaczyć cele w życiu, moim zdaniem, to właśnie brak celów powoduje wczesne macierzyństwo i próbowanie na siłę znalezienia sobie celu i zajęcia się czymkolwiek, vide dzieckiem
baaa cała filozofia dalekiego wschodu opiera się założeniom "jedynej właściwej drogi" ludzi zachodu, czyli reprodukcji
ale moj facet jest podobnego zdania, szlus na potomstwo, a wątek z linka już czytam :)

EDIT:
"Mają skłonność do popadania w uzależnienia czy choroby somatyczne." - tzw. "Syndrom studenta medycyny", ale nawet somatyzacja się u mnie zgadza, o uzależnieniach nie wspominając

"Poprawiają swoją samoocenę wykorzystując innych ludzi. " to mi zawsze wytyka mój facet, że potrzebuję się przeglądać w oczach innych ludzi, bez nich nie czuję swojej wartości, jestem łasa na komplementy, w które i tak nie wierzę w 90%

"DDA zachowują się jak dzieci" otóż to... "przytul, zaprowadź za rączkę, nie chcę być odpowiedzialna, zawieź mnie do lekarza, umów wizytę, nie pójdę do pracy, nie umiem, przytulę misia" Jestem w 100% dzieckiem i nie umiem poza nie wyjść

Ja też należę do osób, które o pojęciu DDD dowiedziało się w sieci, od studentów psychologii... żaden terapeuta mi o tym nie powiedział, ciągle stwierdzali depresję, lęki, nerwicę

"Dla nich bliskość oznacza zranienie i dlatego są przekonani, że małżeństwo oznacza krzywdzenie drugiej osoby." tylko to do mnie zupełnie nie pasuje, ale znów widzę to oczami dziecka - ślub, to taka fajna impreza i można później mieć to samo nazwisko, nie mówiąc już o pięknej kiecce no i prezenty ślubne :)


Osoba, która tam pisała, miała po terapii jakiekolwiek emocje. Moje jedyne emocje w czasie różnych terapii plasowały się mniej więcej na "mogłam zaprosić ciotkę, czy koleżankę na kawę, wyszłoby taniej, a pomoc taka sama" lub też zwyczajnie byłam zła z powodu marnowania pieniędzy na coś, co zupełnie nie skutkuje, bo albo terapeuta błądzi po omacku, albo w ogóle się nie odzywa, a ja zastanawiam, czy nadal jest w pokoju...

Raz miałam terapeutke, która odzywała się wyłacznie, by poprawiać moje błędy stylistyczno-językowe... Innym razem bardzo inteligentnego goscia, który jednak wolal na terapii sobie pogadac o naszych wspoolnych pasjach, albo po prostu mowił "tak, prosze mowic dalej" i tak 4 mce :[

Bardzo podobała mi się książka Elżbiety Kalinowskiej, nie pamiętam tytułu, ale niestety nie to miasto... Nie bardzo mam już pomysł jakiego typu terapii szukać i w jaki sposób wybrać psychologa. Chodziłam do najbardziej polecanych w moim mieście. Nie próbowałam jedynie terapii skoncentrowanej na rozwiązaniu.

Posty połączone przez Moderatora
ODPOWIEDZ