...A moje ciało robi co chce

Zapraszamy do działu poświęconego osobom zmagającym się z wszelkiego rodzaju uzależnieniami, a także ich najbliższym, w tym Dorosłym Dzieciom Alkoholików i Dorosłym Dzieciom pochodzącym z rodzin Dysfunkcyjnych.
ODPOWIEDZ
Irena13
Posty: 5
Rejestracja: 15 gru 2011, o 23:46

16 gru 2011, o 22:39

Witam.

Mam na imię Irena. W zasadzie nie wiem od czego zacząć i jak.... W takich przypadkach, jak to mówią, najlepiej od początku... (;

No więc... Mam 18 lat. Mój ojciec jest alkoholikiem. Problemy w rodzinie były od bardzo, bardzo dawna. Jestem typowym introwertykiem, zawsze znajdowałam się na uboczu klasy/grupy. Źle się czuję przebywając w dużej grupie ludzi. Tak, jestem typowym odludkiem.

Jakiś czas temu.... Może rok, może więcej, trudno mi określić, miałam dziwne sny. W tych snach zawsze skakałam z okna. Chciałam się zabić. I, co najbardziej pamiętam, byłam bardzo szczęśliwa lecąc. Wszystko byłoby ok (różne koszmary u mnie zawsze mijały z czasem), gdyby to nie zaczęło przenosić się na rzeczywistość.

Bałam się podchodzić do okien czy patrzeć przez nie, siadać na balkonie. Zaraz pojawiała się myśl: "Skocz!". Coraz trudniej było mi się powstrzymywać, ale byłam pewna, że jestem silna i (wiadomo!) nigdy do czegoś takiego na prawdę nie dojdzie.
W tym czasie sytuacja w domu zaczęła się znacznie pogarszać, coraz częstsze kłótnie, groźby. Byłam coraz bardziej osłabiona psychicznie. Czułam szczerą nienawiść do ojca.

I stało się. Pewnego dnia, zostając sama w domu.... Skoczyłam. Niby 3,5 metra to nie wysoko... A jednak. Wstrząśnienie mózgu, obtłuczona śledziona, płuca, nerki... Spędziłam 12 dni w szpitalu.
Straciłam nad sobą panowanie. Miałam wrażenie, że coś/ktoś przejął nade mną kontrolę.

Krótki czas po tym incydencie miałam dużo chęci i motywacji, by zmienić swoje życie na lepsze. Teraz, jest jej dużo mniej. Co ciekawe... Po skoku kondycję psychiczną miałam dużo lepszą niż przed. Czułam się fajnie. Mimo to zaczęły się spotkania z psychologiem. I słusznie.

Teraz (3 miesiące od wypadku), z tygodnia na tydzień jest coraz dziwniej.
Czasem myślę o tym, co zrobiłam. Przeraża mnie to. Na środku ulicy potrafię się praktycznie rozpłakać. Czasem mam wrażenie... Trudno to opisać... Jakbym widziała świat na czarno-biało. Nie, to nie jest żadna metafora. Wracam do domu i nie potrafię wyobrazić sobie żadnego koloru, który mijałam, a zwłaszcza po kilku dniach. Idąc do szkoły czasem odczuwam ogromną złość na ludzi. Na wszystko.

Jakiś czas temu miałam pierwszy napad apatii. Nie byłam zdolna do przeżywania jakichkolwiek emocji. Nie czułam nic. Ciało leciało mi przez ręce.
Niedawno miałam kolejny dziwny atak... Złość. Ostatkami silnej woli hamowałam się. Byłam wtedy u chłopaka. Powiedział, że moja twarz wyglądała okropnie, bał się mnie. Z całej siły wbijałam paznokcie w rękę. W ciągu kilku minut stałam się rozjuszona jak byk. Bałam się sama siebie.
Dzisiaj znów działo się ze mną coś dziwnego. Na początku był to zwykły płacz. Jednak z każdą chwilą to było dziwniejsze. Na początku chowała twarz w ręcznik (akurat leżał na łóżku) i krzyczałam. Nie mogłam się pohamować. Potem między jednym wrzaskiem a drugim pojawił się dziwny, obłąkany śmiech. Nie potrafiłam się powstrzymać. Chwilami czułam, że nie jestem sobą.

To było koszmarne.

Dodam, że od wypadku nie mam już myśli samobójczych (przedtem były sporadycznie. Ważny jest fakt - skacząc z okna miałam wrażenie, że nie chciałam się jednak się zabić).
Pojawiło się z kolei częste zmęczenie już od momentu otwarcia oczu rano. Często mam stany lękowe. Ciągle jestem płaczliwa. Jestem przekonana, że niczego w życiu nie osiągnę, nie widzę swojej przyszłości.
Testy Pani Psycholog pokazały, że mam w sobie dużo agresji skierowanej do wewnątrz oraz agresji do otoczenia. I że teoretycznie ją kontroluję.
Czasami mam wrażenie, że do mojego życia wkrada się obłęd.
Boję się

Tu moje pytanie. Czy to może być coś poważnego? Powinnam udać się do psychiatry?
Jakoś boję się antydepresantów... Słyszałam już dużo rzeczy na ich temat. Nie koniecznie pochlebnych.

Jakikolwiek głos w tej sprawie będzie pomocny.
Z góry dziękuję za wszystko.
Awatar użytkownika
Niose_Wam_Picie
Junior
Posty: 207
Rejestracja: 15 gru 2011, o 20:58
Lokalizacja: Hell./ Ostrów Mazowiecka

17 gru 2011, o 00:18

Moim zdaniem, problem tkwi w Tobie juz dobrych kilka lat. Zaczal sie odkad zdalas sobie sprawe, ze tata ma problemy z alkoholotem. Do tego doszla szkola, to jak patrza inni, co mysla, czy wiedza? Piszesz ze stalas sie "odludkiem"- to normalne, kazde swoje problemy i uczucia a przede wszystkim strach, lek i agresje zaczerpnieta z domu tłumilas w sobie.
Wizyta w poradni psychologicznej byla by dobrym rozwiazaniem i nie ma sie czego wstydzic czy bac. Nie kazdy jest na tyle silny zeby poradzic sobie z wlasnymi problemami, ale kluczem do sukcesu jest sie przyznac do slabosci i chciec zaczac wspolpracowac z kims nad polepszeniem sytuacji.
Antydepresanty...? Zasiegnij porady specjalisy, moze obejdzie sie bez nich.
Posiadam własne zdanie i jeżeli ktoś się z tym nie zgadza, to już jego problem. Nie staram się na siłę dopasować do innych. Owszem, trafiają do mnie racjonalne argumenty, ale w małym stopniu wpływają na to, w jaki sposób się zachowuje. Nie szukam akceptacji, nie wstydzę się własnego zdania i nie przepraszam za to. O swoim punkcie widzenia mogę rozmawiać w dowolnym momencie, z dowolna osobą, przedstawiając racjonalne argumenty. !:)


Chcesz porozmawiać? Napisz.
Gadu Gadu: 643794
Irena13
Posty: 5
Rejestracja: 15 gru 2011, o 23:46

17 gru 2011, o 12:45

Takim "odludkiem" byłam od kiedy tylko pamiętam. Nawet w przedszkolu, zanim ojciec zaczął na dobre pić.

Tak, tak. Chodzę do psychologa. Też uważam, że nie ma się czego wstydzić. W końcu psycholog nie gryzie (;
Cóż... Może powinnam poczekać na efekty jeszcze jakiś czas. Martwi mnie tylko to, że jest naprawdę gorzej...
Awatar użytkownika
Niose_Wam_Picie
Junior
Posty: 207
Rejestracja: 15 gru 2011, o 20:58
Lokalizacja: Hell./ Ostrów Mazowiecka

17 gru 2011, o 14:09

Uświadom sobie, ze efekty przyjdą ale potrzeba na to czasu. Nic nie dzieje sie od razu. Cierpliwość jest cnotą ;)
Posiadam własne zdanie i jeżeli ktoś się z tym nie zgadza, to już jego problem. Nie staram się na siłę dopasować do innych. Owszem, trafiają do mnie racjonalne argumenty, ale w małym stopniu wpływają na to, w jaki sposób się zachowuje. Nie szukam akceptacji, nie wstydzę się własnego zdania i nie przepraszam za to. O swoim punkcie widzenia mogę rozmawiać w dowolnym momencie, z dowolna osobą, przedstawiając racjonalne argumenty. !:)


Chcesz porozmawiać? Napisz.
Gadu Gadu: 643794
Irena13
Posty: 5
Rejestracja: 15 gru 2011, o 23:46

17 gru 2011, o 23:08

Jasne. Zdaję sobie sprawę.

W takim razie pozostaje mi czekać.
Paputek

20 gru 2011, o 17:50

Jeżeli każdy głos może być dla Ciebie pomocą, to ja zachęcam Cię do rozmowy z kapłanem. Czy jest to możliwe?
Awatar użytkownika
Agnieszka Dzieduszycka
Specjalista
Posty: 287
Rejestracja: 17 paź 2011, o 11:43
Lokalizacja: Warszawa

7 lut 2012, o 16:36

Do Irena13,

Możesz porozmawiać ze swoim psychologiem, żeby skierował Cię na konsultację psychiatryczną. Taka konsultacja może rozwiać twoje obawy, odpowiedzieć na pytanie - "co się ze mną dzieje?". Nie każdy wychodzi od psychiatry z receptą na anydepresanty. Zwłaszcza, że w twoim doświadczeniu emocje są skrajne, budzą lęk twój i twoich bliskich oraz wydają Ci się obce czy dziwaczne. Żeby poddać się diagnozie u psychiatry nie trzeba przerywać psychoterapii ani konsultacji u psychologa, więc spokojnie możesz to pogodzić.

Pozdrawiam,

Agnieszka Dzieduszycka
ODPOWIEDZ