Teraz jest 24 cze 2018, o 01:27


Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 34 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
PostNapisane: 17 sty 2013, o 11:55 

Dołączył(a): 17 sty 2013, o 11:41
Posty: 15
Mój partner ma ojca alkoholika.. poczytałam o cechach dda, wiele pasuje. Ale też część się zupełnie nie zgadza. Chciałabym, żeby poszedł na terapię. Ale nie wiem, jak to dtego doprowadzić - jego zdaniem to cały świat jest nienormalny, a on jedyny ideał.. On nie widzi, że ma problem, a ja boję się dalej z nim mieszkać.
Czy takie przesadne napady agresji (np. jak się uderzy w szafkę, bo wstaje i "zapomina" ze wisi nad nim to jej "oddaje" z pięści. to chyba nie jest normalne..), brak dostrzegania winy w sobie to objawy dda?

W czasie kłótni drze się tak, że nie mam szans odpowiedzieć. Nie slucha, co ja mam do powiedzenia tylko wydziera się. Ledwo nad sobą w ostatniej chwili panuje. Chciał powiesić naszego kota, który był zamknięty w pokoju, już łapał za klamkę i dopiero wtedy się powstrzymał. Nie widzi w sobie winy, nie da mu się wytłumaczyć, że to on jest winien i że wystarczyłoby trochę najpierw pomyśleć, żeby uniknąć problemu. Oto, co się wczoraj działo:

obkleja sobie motor jakąś folią. mamy 2 koty. żeby mu nie przeszkadzały zamknęłam się z nimi w dużym pokoju, wiedział o tym. nic nie mówił, że będzie coś w tym pokoju robił. przyszedł, rozłożył tą folię, kot jak to kot, chciał się tym pobawić bo szeleści i ciachnął pazurem zanim zauważyliśmy, ze podchodzi do tej folii. połowa do wyrzucenia (kosztowała 100zł). rozumiem, że szkoda mu kasy, ale przecież mógł powiedzieć, że będzie tutaj to robił to zamknęłabym je w drugim pokoju. sam o tym nie pomyślał... a wie przeciez ze nasze koty lubia takie "zabawy". zaczal sie drzec tak ze pol bloku slyszalo (jeszcze w zyciu nie widzialam zeby ktos sie tak darl.. no chyba ze on kiedys). zabralam koty do drugiego pokoju i zamknelam. darl sie w nieboglosy i polecial, juz lapal za klamke, mowil ze powiesi tego kota... byl wsciekly do granic mozliwosci, byl gotowy to zrobic. dopiero jak lapal za klamke od tamtego pokoju to sie opanowal. ale jak wrocil to mialam wrazenie ze zaraz rozwali cale mieszkanie lacznie ze mna i kotami. później robił i mu to nie wychodziło - dalej sie wydzierał. jak powiedzialam ze przeciez mowilam mu ze sie tu z nimi zamkne i nie mowil ze cos tu bedzie robil to sie na mnie wydarl... a jak powiedziałam, że odkupię mu tą folię, to darł się, że mam się zamknąć bo tylko go nakręcam..

Zachowuje się jak pępek świata... na początku jak razem zamieszkaliśmy i zrobiłam rano obiad, poszłam do pracy, wracam i wszystko zjedzone, pytam go, a on mówi, że nie pomyślał, że dla mnie też miało być :/
ostatnio pokłóciliśmy się tak, że myślałam, że naprawdę się rozstajemy, spaliśmy jedną noc w osobnych pokojach.. właściwie on spał bo ja całą noc przeryczałam. nawet nie wiedziałam o co poszło. nast dnia się ze mną pogodził. po tygodniu się dowiedziałam... pytał mnie wtedy czy uważam, że matemtyka/polski/geografia itd są potrzebne w szkole, on ma umysl scisly ja humanistyczny, wiec nasze opinie sie totalnie roznily. wyobrazcie sobie ze to byl ten powod. a zrobil wtedy taka awanture jakby nie wiem co sie stalo... juz sie pakowac chcial.

Nigdy mnie nie uderzyl i twierdzi ze nigdy tego nie zrobi (mysle ze to prawda), ale np jesli chodzi o koty to wiem ze zlalby je tak ze zrobilby im krzywde. a ja na to nie pozwole chocbym sama miala oberwac.

Jestem z nim 9 lat, nie chcę się rozstawać. Ale wiem, że jeśli w jego zachowaniu nic się nie zmieni, to będę musiała. Nie będę czekać aż zrobi krzywdę naszym kotom lub mi. Nie będę czekać, aż zdecydujemy się na dziecko, wtedy nie wiem, czy będę umiała odejść. Chcę mu pomóc. Ale przecież nie pójdę za niego do psychologa... proszę doradźcie coś :(


Góra
Offline Zobacz profil  
 
PostNapisane: 17 sty 2013, o 14:05 
Przyjaciel Forum

Dołączył(a): 11 lip 2012, o 11:25
Posty: 2607
Pochwały: 92
Myślę, że nie ma sensu rozważanie, czy Twój partner ma problemy, bo jest DDA, czy też ma problemy niezależnie od tego, że jest DDA.
On ma poważny problem z panowaniem nad agresją!

Możesz sama iść do psychologa i poprosić o poddanie Ci kilku pomysłów na to, jak zaciągnąć partnera na terapię.

Jeśli będziesz chciała zrobić to sama, to przede wszystkim musisz zdecydować, czy najlepsza będzie strategia szantażu (straszenie odejściem, ale też np. TOZem - w końcu o mało nie zabił kota) czy też namawiania i tłumaczenia, że to dla jego dobra.

Co do przemocy... nie czekaj, aż Cię uderzy. Już teraz jesteś ofiarą przemocy psychicznej. Powinnaś działać jak najszybciej, bo po pierwsze jego problem może się pogłębiać, a po drugie Ty z każdym dniem odnosisz rany, których ślady pozostaną w Tobie już na zawsze.


Góra
Offline Zobacz profil  
 
PostNapisane: 17 sty 2013, o 15:14 

Dołączył(a): 17 sty 2013, o 11:41
Posty: 15
Szantaż już kiedyś był, w czasie kłótni, powiedział, że droga wolna. Wiem, że to było po to, żeby odeprzeć "mój atak".. tak czy inaczej, szantaż nie działa. Jeśli nastraszę go TOZem to po 1. się nie przejmie, bo on ma gdzieś takie organizacje, policję itd., po 2. nie dostrzeże tego, że to z jego winy, tylko stwierdzi, że to ze mną coś nie tak, bo chcę donosić na swojego faceta. Tłumaczenie w jego przypadku też niewiele da, on nie daje sobie powiedzieć słowa krytyki na takie tematy, jego zdaniem jest idealny, a jak coś komuś nie pasuje, to jest to problem tej osoby, a nie jego.
On się wychowywał w takiej dziwnej, chorej rodzinie.. ma jakieś spaczone podejście do życia, ludzi..
Mnie nie uderzy, ale wiem, że kotom mógłby zrobić krzywdę, a dla mnie one są jak dzieci, jak przyjaciele, nie jak "tylko" zwierzęta.
Ja sobie z tym radzę psychicznie, chociaż przykro mi i nigdy tego nie zapomnę. W czasie tych jego napadów siedzę w pogotowiu, w każdej chwili gotowa lecieć ratować koty, trzęsą mi się ręce ze strachu, itd.

Nie rozumiem tego, bo na co dzień to naprawdę świetny facet. Utrzymuje mnie, jak straciłam pracę, dba o mnie kiedy jestem chora, mogę liczyć na jego pomoc.

Poznaliśmy się jako nastolatkowie.. zastanawiałam się, może to dlatego, że dla nas obojga to pierwszy związek.. nie wiem sama.

Wiem, że muszę coś zrobić, bo nie chcę takiego życia. Nie chcę bać się wyjść z domu i zostawić go samego z kotami. Nie chcę uważać, co mówię, żeby on czasami nie poczuł się urażony. No sami spójrzcie na tą sytuację z przedmiotami szkolnymi. Pokłóciliśmy się jak nigdy, na drugi dzień mial się wyprowadzić.. dlatego, że jego zdaniem bardziej potrzebne są przedmioty ścisłe, moim humanistyczne... to co byłoby gdybyśmy mieli poważny życiowy problem?


Góra
Offline Zobacz profil  
 
PostNapisane: 17 sty 2013, o 16:01 
Przyjaciel Forum

Dołączył(a): 11 lip 2012, o 11:25
Posty: 2607
Pochwały: 92
Straszenie straszeniem, takiego "bo sobie pójdę" nikt nie potraktuje poważnie.

Co powiedziałabyś na coś takiego: spróbuj się wyprowadzić (pod jego nieobecność) i zostawić mu wiadomość, że może Cię prosić o powrót dopiero wtedy, kiedy udowodni, że poszedł na terapię i był przynajmniej na kilku spotkaniach.
To powiedzmy taka wersja hard do zastosowania o ile już nic do niego nie dociera i stracił kontakt z rzeczywistością.

Jeśli jednak on jeszcze chociaż trochę rozumie i czuje, wytłumacz mu, że się go boisz i cierpisz z jego powodu; chcesz mu pomóc zarówno dla jego dobra jak i dla dobra związku.

Trzeci pomysł to wjechać mu na ambicję: skoro jest pewien, że nic mu nie jest, to dlaczego boi się wizyty u psychiatry? Niech idzie - usłyszy, że wszystko z nim w porządku.
Ta opcja zadziała tylko, jeśli Twój partner wierzy w autorytet lekarza i nie uzna go po całej wizycie (na której usłyszy diagnozę) za konowała z dyplomem za 9.99 ze Stadionu Dziesięciolecia.

EDIT:
Tak naprawdę pierwszym rozwiązaniem, które przyszło mi do głowy było "rzucaj go w ch*lerę".
Rozumiem jednak, że chcesz wziąć na siebie odpowiedzialność i związać się z chorym człowiekiem. Na pewno będzie Ci trudno nawet, jeśli on zdecyduje się na terapię, ale rozumiem, że być może dla miłości jesteś gotowa na takie poświęcenie (bo to będzie poświęcenie Twojego szczęścia, spokoju, poczucia bezpieczeństwa)

Zrozum tylko jedno: jeśli zdecydujesz się z nim zostać, będziesz dla niego tym, czym byłabyś, gdyby był niewidomy albo niesprawny fizycznie. Przejmiesz część odpowiedzialności za jego postępowanie, leczenie i rozwój. Teraz to Ty występujesz na pozycji osoby bardziej dojrzałej, silniejszej - musisz więc nie tylko opiekować się nim, ale i wymagać.
Jeśli chcesz naprawdę mu pomóc, nie wolno Ci być tym, kim on chciałby, abyś była: ofiarą, dziewczynką do bicia, która zawsze wybaczy i wesprze go nawet w złych decyzjach.
Jeśli chcesz z tym człowiekiem zostać, musisz być pewna, że masz w sobie siłę by nad nim zapanować.


Autor postu otrzymał pochwałę

Góra
Offline Zobacz profil  
 
PostNapisane: 17 sty 2013, o 16:21 

Dołączył(a): 17 sty 2013, o 11:41
Posty: 15
dziękuję Ci za odpowiedzi, bardzo mi pomagasz. Wiesz, nie chcę się z nim rozstawać, mimo wszystko kocham go, on mnie też. Jestem z nim 9 lat, poznaliśmy się jak ja miałam 15, a on 19. to moja pierwsza miłość, a ja jego. To było zawsze takie wyjątkowe, że poznaliśmy się jako nastolatkowie, że to przetrwało. Mieszkam z nim od 3,5 roku. Pierwszy rok to były ciągłe kłótnie - jesteśmy z zupełnie innych domów. Potem "się dotarliśmy" i kłótnie zdarzają nam się raz na 0,5 roku. Ale za to jakie.. :/
Ja jestem z tzw. porządnego domu - kochający się rodzice, dzieci ktore mają wszystko czego potrzebują, "kłótnie kulturalne i na poziomie", itd.
Z kolei u niego w rodzinie.. ojciec alkoholik (cała rodzina zwala winę na ojca, tymczasem wiem, że jego mama bardzo się do tego pijaństwa przyczyniła - ojciec utrzymywał 5os. rodzinę, matka tylko dorabiała jakieś grosze). Matka się dziećmi nie przejmowała - nie interesowała się, że nie chodzą do szkoły, miała bardzo luźne podejście, siedziała na ławce pod blokiem skubiąc słonecznik z sąsiadkami-plotkarami, a dzieci samopas. Mieszkali w 5osób w kawalerce, on spał w przedpokoju.. ogólnie trudne warunki. Teraz matka wyjechała za granicę, zostawiając jego brata-17latka samego w domu na pół roku. Mój chłopak od zawsze musiał zastępować im ojca, pomagać mamie finansowo, pracował od 16rż.

Ogólnie naprawdę jest świetnym człowiekiem i partnerem. Ale ma dość dziwne podejście do życia i świata - przeszkadza mu policja (wręcz nienawidzi policjantów), kościół, podatki, uważa, że wszystko mu się należy.
Nawet takie zwykłe sytuacje:
1. widzę coś w sklepie, ale mnie na to nie stać, nie kupuję, trudno. On - od razu nerwy, że ta Polska taka niedobra, że on sobie nie może tego kupić.
2. Podnosi sobie samoocenę "bajerami" - marzy o tablecie, mimo że ma komórkę dotykową z netem i laptopa.
3. stara się "pokazać się" przed kumplami jak to mu się powodzi.. stawia im hamburgery itd. tylko, żeby nie przyznać, że wiedzie mu się tak, jak innym. Tymczasem ja potrafię powiedzieć komuś, że np. nie mam pieniędzy.
4. ma bardzo roszczeniowe podejście do innych; nikt nie może mieć innego zdania niż on; twierdzi, że jest idealny i nie ma wad; nigdy nie zastanawia się, co ktoś może czuć lub myśleć;
5. kot miauczał bo chciał, żeby go wrzucić na meble, a leżały tam pomalowane części od motoru, więc nie było można. mówi do kota "nie można bo tam leżą częsci od motoru". kot dalej miauczy i chce. a on z tekstem "co, chcesz na czesci? najwyzej sie ... (w sensie spadniesz)". mówię mu, że to przecież kot, który nie wie nawet co to są części od motoru i nie rozumie, że teraz tam nie wolno, więc miauczy. to on oburzony i że jak wskoczy i spadnie z tych mebli to się nauczy, że nie wolno :/


Góra
Offline Zobacz profil  
 
PostNapisane: 18 sty 2013, o 02:10 
Przyjaciel Forum

Dołączył(a): 11 lip 2012, o 11:25
Posty: 2607
Pochwały: 92
To, co piszesz wskazuje, że Twój partner ma nie tylko problemy z panowaniem nad agresją, ale też wykazuje typowe dla ludzi z tego środowiska myślenie: nieuzasadnioną niechęć do instytucji publicznych, roszczeniową postawę. Ok, może i nasza polska rzeczywistość nie jest najpiękniejsza, ale czym innym jest świadomy sprzeciw wobec pewnych posunięć politycznych a czym innym postawa "j*ać policję i podatki" wypływająca z niezrozumienia podstaw funkcjonowania państwa i społeczeństwa.

Domyślam się, że w takim wypadku jego zdolność do refleksji nad własnym zachowaniem, emocjami, motywacjami oraz reakcjami, do wszelkiej introspekcji i analizy swojego postępowania jest "raczej mniejsza niż większa".

Wydaje mi się, że Twoje wysiłki powinny się skupić na skierowaniu partnera do odpowiedniego terapeuty, który ma doświadczenie w takich przypadkach (EDIT: sama nie zdziałasz nic rozmową, bo prawdopodobnie mówicie zupełnie różnymi językami. Twojemu partnerowi może pomóc ktoś, kto zna takie środowisko, sposób myślenia tych ludzi, ich reakcje, system wartości i wie, co ich "rusza")

Myślę, że powinnaś spróbować następujących kroków:
- Dowiedz się, czy istnieje możliwość wciągnięcia Ciebie we współpracę z terapeutą (tzn. omawiania z nim tego, co powinnaś robić w domu, aby uzupełnić terapię w gabinecie). Wydaje mi się, że mogłabyś to robić jako żona, ewentualnie Twój partner może podpisać dla Ciebie upoważnienie do otrzymywania informacji medycznej nawet, jeśli formalnie nic Was nie łączy. Nie wiem, czy to by zadziałało, ale warto sprawdzić.
- Przejdź się do jakiegoś ośrodka pomagającemu osobom dotkniętym przez problem alkoholowy (takie instytucje działają przeważnie kompleksowo: mają grupy wsparcia dla alkoholików, ale także dla współmałżonków, dzieci, rodziców, być może także dla współmałżonków DDA), porozmawiaj z pracownikami, może uda Ci się też porozmawiać z samymi "klientami". Spróbuj w doświadczeniach tych ludzi znaleźć jakiś wspólny mianownik: co najczęściej skłania ich do sięgnięcia po pomoc, w jaki sposób myślą sami o sobie i widzą swój problem.



Tak całkiem na koniec i dla siebie zastanów się, o co tak naprawdę walczysz:
O niego, o tego konkretnego człowieka, ze wszystkimi jego cechami charakteru, zachowaniami, wyglądem, przeszłością, zainteresowaniami, ze wszystkim tym, co Ci oferuje;
Czy o związek idealny - coś, co nie zdarzyło się żadnej z Twoich znajomych, miłość od nastoletniości, która musi przetrwać, bo "jest taka wyjątkowa"?


Góra
Offline Zobacz profil  
 
PostNapisane: 18 sty 2013, o 11:51 

Dołączył(a): 17 sty 2013, o 11:41
Posty: 15
Walczę o niego, tego konkretnego człowieka. Bo poza tymi swoimi zachowaniami odbiegającymi od normy, jest naprawdę świetnym człowiekiem. Wiem, że z nikim innym nie byłabym tak szczęśliwa. Bo kiedy nie ma tych swoich "napadów", jest nam naprawdę dobrze.
Co do tej polskiej rzeczywistości - no właśnie.. mnie też denerwuje to, co dzieje się w Polsce, ale nie mam na tym punkcie jakiejś obsesji. Ok, czasami skomentuję jakieś nowe wydarzenia, powiem co mnie denerwuje i tyle. On natomiast wyszukuje na necie jakieś filmiki mówiące z ironią "Polska to kraj mlekiem i miodem płynący", a dalej pokazane jest, ile pieniędzy z podatków idzie na policję, ile na kościół, ile na więźniów, porównanie z innymi krajami, itd. Szuka wszystkiego, co "pogrąża" policję, potrafi kilka dni z rzędu siedzieć na necie i czytać takie rzeczy, więc nie dość, że jest zły na Polskę, to jeszcze sam się nakręca.
I nie wiem, czy ma to jakieś znaczenie, ale jest wielkim fanem marihuany. Kilka lat temu ciągle palił, teraz już naprawdę sporadycznie, ale nadal jest nią "podekscytowany", w aucie cały czas słucha jednej płyty (ok. 100 piosenek o trawce) i tak non stop. Zastanawia mnie to.. bo jeśli ja lubię napić się wina, to się go napiję.. a nie nagrywam całą płytę na temat wina....


Góra
Offline Zobacz profil  
 
PostNapisane: 18 sty 2013, o 12:24 
Przyjaciel Forum

Dołączył(a): 11 lip 2012, o 11:25
Posty: 2607
Pochwały: 92
Tutaj trzeba dobrze przeanalizować problem i podejść do niego na chłodno.

Pierwszym zagadnieniem, które trzeba wyróżnić jest jego nieumiejętność panowania nad agresją - z tym na pewno trzeba coś zrobić.

Drugim jest jego światopogląd i ogólnie "social background" (nie wiem, czy w jęz. polskim jest odpowiednik tego wyrażenia). Ten światopogląd może być dla Ciebie środkiem do dotarcia do niego (jak już pisałam poprzez ludzi o podobnych przekonaniach i doświadczeniach).
Pozostaje pytanie, czy tenże światopogląd, sposób bycia, pasje... wybacz, że napiszę wprost: ogólnie fakt, że Twój partner jest blokersem to dla Ciebie problem sam w sobie.
Jeśli tak, to z tym chyba niewiele się da zrobić, a wręcz się nie powinno. Twój partner został tak wychowany i tak widzi świat, a dopóki nikomu przez to nie zagraża to jego światopogląd jest tak samo dobry jak każdy inny i wręcz nie masz prawa zmieniać, "oświecać" i "socjalizować" tego człowieka, a nawet gdybyś spróbowała, na 99.9% Ci się to nie uda.
Jeśli więc poglądy "polityczne" Twojego partnera, jego postrzeganie rzeczywistości oraz taki a nie inny sposób spędzania wolnego czasu Ci nie odpowiadają to znaczy, że po prostu do siebie nie pasujecie, prędzej czy później stracicie do siebie cierpliwość i zacznie się dramat. Nie zrobisz z Włocha Niemca i vice versa.


Góra
Offline Zobacz profil  
 
PostNapisane: 18 sty 2013, o 13:42 
Junior

Dołączył(a): 14 sty 2013, o 20:48
Posty: 97
Pochwały: 2
Ciężka sprawa z tym dda, ja uczęszczam na terapie i są tego efekty, niestety samo nie przejdzie wręcz przeciwnie może być gorzej, koniecznie powinien iść na leczenie tylko czy tego chce? Przykro mi ze musisz przez to przechodzić, na pewno jest Ci ciężko.


Góra
Offline Zobacz profil  
 
PostNapisane: 21 sty 2013, o 12:27 

Dołączył(a): 17 sty 2013, o 11:41
Posty: 15
od samego początku wiedziałam, jaki jest - że stoi po nocach na klatce z kumplami, pijąc piwo i nie zwracając uwagi na sąsiadów, którzy chcą spać... wtedy mi się to nie podobało.. z czasem stało się tak, że ja "przejęłam" trochę jego nawyków (zmiana trybu życia, zaczęłam trochę przeklinać, palić), on przejął trochę moich (przestał stać na tej klatce, "sporządniał"). pod tym względem już jest ok.
nie chcę go zmieniać. jeśli ktoś lubi oglądać pływanie, to nie da się zmienić, żeby lubił oglądać koszykówkę.. zdaję sobie z tego sprawę. nie chcę go zmieniać. niech sobie będzie tym blokersem, niech nie lubi policji, każdy lubi coś innego. chcę jedynie trochę nad nim "popracować", żeby jego zachowanie nie krzywdziło innych.
nie mam nic przeciwko, żeby np. oglądał te filmiki o Polsce. ale kiedy się ich naogląda, to chodzi całymi dniami wściekły, ciągle narzeka, prowokuje dyskusje na te tematy, a kiedy jestem innego zdania niż on, jest zły. jeśli denerwują go policjanci to wszyscy.. nie bierze pod uwagę, że są też tacy, którzy dobrze wykonują swoją pracę. twierdzi, że do policji idą tylko ci, którzy byli pośmiewiskiem w szkole, że chcą się dowartościować.. a przecież tak nie jest. rozumiem jego poglądy, niech ma jakie chce.. chcę jedynie, żeby nauczył się nad sobą panować.. żeby te jego paranoje na punkcie Polski nie wpływały na nasze życie... bo ile można wytrzymać, kiedy ktoś chodzi po domu i całymi dniami narzeka, jaki to chory kraj.. mnie też dobija to, że nie mogę znaleźć pracy, że w Pl dzieje się, co się dzieje.. ale byłabym nie do zniesienia, gdybym calymi dniami o tym mówiła..


Góra
Offline Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 34 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
Theme created StylerBB.net
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
phpBB SEO