mąż DDA w terapii

Zapraszamy do działu poświęconego osobom zmagającym się z wszelkiego rodzaju uzależnieniami, a także ich najbliższym, w tym Dorosłym Dzieciom Alkoholików i Dorosłym Dzieciom pochodzącym z rodzin Dysfunkcyjnych.
ODPOWIEDZ
pavana 28
Posty: 41
Rejestracja: 10 paź 2012, o 02:58

21 paź 2012, o 23:43

Mój mąż jest DDA. Od marca chodzi na terapię do psychoanalityka. Nasze małżeństwo od początku nie było łatwe, często się kłóciliśmy, dyskutowaliśmy i dużo rozmawialiśmy. Zawsze czułam, że go mocno kocham i, że on tez mnie kocha. Od ok. maja zaczęła się między nami totalna zawierucha. Doszło do tego, że 3 tygodnie jemu nie wytrzymałam i wyprowadziłam się do rodziców na trzy dni (myśląc, że nie wiem czy wrócę w ogóle). Pogodziliśmy się, coś w mężu "pękło" i z jednej strony mówi mi, że zrozumiał, że mu na mnie zależy, że już wie co to jest prawdziwa miłość, a z drugiej strony wystarczy mała kwestia sporna i zaczyna się piekło. Wcześniej, też tak kłótnie wyglądały, ale ostatnio to jest koszmar! Najgorsze jest to, że on wini mnie za wszystko, mówi, że to że jest między nami źle, że się kłócimy, to wina mojego charakteru, że powinnam coś z tym zrobić bo to ze mną jest problem. Kompletnie nie przyjmuje tego, że problem mamy My, nie potrafimy się komunikować. Dodam jeszcze, że terapeuta jest teraz dla męża jedynym autorytetem, często zapisuje coś w trakcie naszych "rozmów" bądź nagrywa je żeby móc z nim o tym porozmawiać. Często też jak zadaje mu pytanie mówi, że nie wie i że musi o tym z nim pogadać. Mam wrażenie, że przestał sam myśleć i że czasem nie rozmawiam z mężem,tylko z tym psychoterapeutą. Już brakuje mi sił, nie wiem, czy wystarczy mi sił, żeby to wszystko znosić i nie wiem, czy to się może dobrze skończyć. Czasem już tracę nadzieję... Czy ktoś z Was przechodził coś podobnego? Jak takie sprawy mogą się kończyć? Czy mam się zaprzeć i za wszelką cenę nie poddawać, bo jednak warto?
yaga
Senior
Posty: 586
Rejestracja: 3 cze 2012, o 12:40

22 paź 2012, o 12:07

Z tego co piszesz to dla Twojego męża to Ty jesteś główną przyczyną jego problemów.
Ograniczasz jego wolność (mam tu na uwadze wątek - "czy zaufać"), jest on i tylko on,
nie liczy się z Twoim zdaniem, uczuciami.

Dziwne efekty przynosi ta terapia. Wg mnie jest ona ukierunkowana tylko
i wyłącznie na poprawę samopoczucia męża bez brania pod uwagę osób z którymi żyje.
Człowiek to nie jest istota zawieszona w próżni, ale cząstka społeczności w której żyje.
Mąż ma problem i to on przede wszystkim ma rozwiązać swój problem, to ona ma
się zmienić.
Ja odczytuję to tak : to Ty i tylko jesteś ta zła, Ty musisz się zmienić żebym ja był
szczęśliwy. Ja jestem ten kryształowy, bez winy, niezrozumiany, nękany itd.

Nie wiadomo co mąż mówi na terapii. Z jego obecnego zachowania wnioskuję że:
przedstawia Cię w bardzo złym świetle, on jest ten biedny, pokrzywdzony przez los,
wcześniej znęcali się nad nim rodzice /czy rodzic/ a teraz robisz to Ty.
Niestety nie bierze pod uwagę faktu, że jego zachowanie też ma wpływ na relacje
w związku.

Nie piszesz czy to jest terapia grupowa, czy indywidualna.

Możliwe, że terapeuta udziela mężowi rad jak powinien z Tobą postępować, rozmawiać,
czego nie powinien robić i tak się zdarza - niestety ( na swoim przypadku znam takie
sytuacje).
Możliwe jeśli to jest terapia grupowa, że takich rad udzielają inni pacjenci.

Może być też tak, że mąż sam wyciąga takie wnioski co może oznaczać, że terapia
nie daje odpowiednich skutków.

Ale raczej skłaniałabym się do tej pierwszej opcji mając na uwadze fakt konsultacji męża
z terapeutą nawet tego co ma Ci odpowiedzieć.
Pozwalam sobie na takie wnioski ponieważ byłam świadkiem takiej właśnie reakcji jaką
przedstawia obecnie Twój mąż. Koleżanka po każdej rozmowie z mężem, z którym się rozwodziła
biegła na drugi dzień do p. psycholog, która oceniała sytuację i udzielała rad jak ta koleżanka ma
postąpić, co mężowi powiedzieć.
Dla mnie jest to pewien rodzaj ubezwłasnowolnienia.

A kogo mąż będzie słuchał, kogo będzie się radził jak skończy terapię?
On ma myśleć sam, sam dojść do tego co i dlaczego się stało, sam chcieć naprawy
tego co jest złe i nie tylko dla siebie ale dla Was obojga.

A może udaj się do tego terapeuty na rozmowę, dowiedz się od niego jak to jest z tą
terapią. Powiedz o swoich podejrzeniach.

A może idźcie razem na terapię małżeńską?
Pozdrawiam Yaga.
pavana 28
Posty: 41
Rejestracja: 10 paź 2012, o 02:58

23 paź 2012, o 01:45

Wybieram sie na spotkanie z mężem u jego terapeuty. Jak na razie mąż powiedział mi, że na terapię małżeńską nie jest gotowy i poza tym musi tę sprawę omówić z nim.
yaga
Senior
Posty: 586
Rejestracja: 3 cze 2012, o 12:40

23 paź 2012, o 07:03

Dobrze, że idziecie razem. Może to coś Ci wyjaśni, pomoże zrozumieć postępowanie męża.
Najważniejsze abyście działali razem, a mąż zaczął myśleć samodzielnie.
Życzę powodzenia.
Pozdrawiam Yaga.
Awatar użytkownika
Magdalena Koczewska
Specjalista
Posty: 208
Rejestracja: 23 paź 2011, o 22:34

23 paź 2012, o 21:05

Pavana,

Widać jak bardzo Ci trudno, jak zagubiona i wykluczona się czujesz. Być może jest w tym trochę naturalnej zazdrości o pozycję, jaką terapeuta zajął w głowie i życiu Twojego Męża. Masz prawo się złościć czy niepokoić. Być może czujesz jakby obaj byli przeciw Tobie. To nie jest prawda.
Początek terapii często wiąże się z idealizacją terapeuty, która w połączeniu z Twoim niepokojem, zagubieniem i być może jakiegoś typu rywalizacją dają efekty o których piszesz.
Pamiętaj jednak, że długa i głęboka terapia to bardzo ważna inwestycja w siebie, a tym samym też w związek. To naturalne, że gabinet, sesje i terapeuta stały się ważnym obszarem życia Twojego Męża.
Namawiam Cię na nieatakowanie Jego i Jego terapii, ale i zadbania o siebie - mówienie o swoich uczuciach, lęku, złości, myślach. Ujawniać siebie bez atakowania drugiej strony - tak żeby Mąż naprawdę mógł Cię zrozumieć - to duża sztuka.
Być może Mąż zdecyduje się na terapię małżeńską - daj Wam czas. Tymczasem mam nadzieję, że wspólne spotkanie z terapeutą Męża będzie również dla Ciebie uspokajające i jakoś pomocne.

Pozdrawiam Cię.
pavana 28
Posty: 41
Rejestracja: 10 paź 2012, o 02:58

24 paź 2012, o 20:15

Jestem czującą, wrażliwą istotą też mam swoje problemy a największy z nim (mężem). Wiem na czym polega terapia, sama przez nią przechodziłam. Ale to nie usprawiedliwia z braku wrażliwości na najbliższą osobę i z braku samodzielnego myślenia.
Na początku poszliśmy do psych. razem i mieliśmy zdecydować, czy chcemy rozpocząć terapie małżeńską, czy mąż indywidualną. Zdecydowaliśmy, że mąż będzie chodził na indywidualną a psych. powiedział, że możliwość jest taka, że jeśli będę potrzebować to możemy przyjść razem. Byłam raz i to był koszmar - właściwie nie zostałam wysłuchana ani zrozumiana. Owszem byłam w silnych emocjach, ale chyba skoro mnie coś dotyka to nic dziwnego. Pomyślałam, że już więcej tam nie pójdę, ale sytuacja mnie przerasta i postanowiłam zaryzykować jeszcze raz. Nawet nie zostałam wpuszczona do gabinetu. Nie wiem co o tym myśleć?
yaga
Senior
Posty: 586
Rejestracja: 3 cze 2012, o 12:40

26 paź 2012, o 10:26

Kto Cię nie wpuścił do gabinetu - psycholog. Jak to zostało skomentowane?
Pozdrawiam Yaga.
pavana 28
Posty: 41
Rejestracja: 10 paź 2012, o 02:58

27 paź 2012, o 01:17

Psycholog jeszcze w drzwiach zapytał w jakiej sprawie przyszłam po czym powiedział, że nie może mnie wpuścić, bo to jest terapia mojego męża i najpierw musi porozmawiać z nim. Odwróciłam się i poszłam.
yaga
Senior
Posty: 586
Rejestracja: 3 cze 2012, o 12:40

28 paź 2012, o 11:38

Aha. No to trzeba było poczekać. Chyba za szybko się obraziłaś.
Fakt jesteś bardzo wrażliwą istotą i z tego co widzę to masz już serdecznie dość.
Ja na Twoim miejscu sama też poszłabym na terapię. Potrzebujesz wyciszyć swoje emocje.
Zajmij się teraz sobą i daj mężowi czas na dojście do równowagi.

Myślę, że jak oboje się podleczycie to spotkacie się na wspólnej ścieżce prowadzącej
do wspólnego życia. Mąż się leczy i to jest duży plus, światełko prowadzące do unormo-
wania sytuacji. Teraz trzeba tylko uzbroić się w cierpliwość bo tak od razu nic się nie dzieje.
To jest długi proces i myślę, że warto poczekać.
Pozdrawiam Yaga.
pavana 28
Posty: 41
Rejestracja: 10 paź 2012, o 02:58

27 sty 2013, o 23:38

Yaga, umówiłam się zanim tam poszłam z psych. telefonicznie i powiedziałam o tym mężowi, na co miałam czekać ? Poza tym mąż jest na terapii 11 miesięcy - ile mam jeszcze czekać 2, 3, 4 lata i na co, bo jest coraz gorzej...
ODPOWIEDZ