Rodziny dysfunkcyjne - relacje z rodzicami i nie tylko

Zapraszamy do działu poświęconego osobom zmagającym się z wszelkiego rodzaju uzależnieniami, a także ich najbliższym, w tym Dorosłym Dzieciom Alkoholików i Dorosłym Dzieciom pochodzącym z rodzin Dysfunkcyjnych.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
shadow
Posty: 6
Rejestracja: 15 sie 2012, o 15:10
Lokalizacja: R-k
Kontakt:

24 sie 2012, o 11:43

Od czasu związania się z moim obecnie mężem z różną częstotliwością szukam informacji na temat wpływu dysfunkcyjnej rodziny (mam na myśli wewnętrznie rozbitą rodzinę) na dzieci i jak to się przekłada na przyszłe wybory i zachowania juz dorosłych dzieci. Oczywiście nie bez powodu - bardzo niepokojące i alarmujące są w moim odczuciu zachowania mojego męża wobec jego matki, wobec mnie i w ogóle wobec róznych ludzi.
Dlatego chciałabym zapytać, czy jest może na Forum ktoś, kto żył w warunkach permanentnej wojny swoich rodziców, jak sobie z tym radził, co zostału w "spadku". Zdaję sobie sprawę, że każda rodzina jest inna i dla każdego, kto to przeżył problem polega na czymś innym, ale patrząc na mojego męża nasuwa mi się bardzo silny wniosek: on sie potwornie boi, że my powielimy schemat jego rodziców. Macie też tak?
Inna kwestia to bardzo silna pogarda, jaką okazuje mój mąż. Tak się złożyło, że większość winy przypisuje swojej mamie i siłą rzeczy najbardziej gardzi właśnie nią. Wiem, że to może być bardzo intymne pytanie, ale czy czu u Was też nastepuje taka polaryzacja? Nie chce wypytywac o szczegóły oczywiście, ale jak Wy to czujecie - czy brak szacunku rodziców wobec siebie nawzajem sprawił, że i Wam jest trudno szanowac innych "tak po prostu"?
Dodam może, że ja sama pochodzę z rodziny raczej stabilnej i szanującej się, więc oceniam zachowania męża jako krzywdzące, ale przecież on - mając zupełnie inne doświadczenia - patrzy na to całkiem inaczej. Z drugiej strony - czy można wiecznie tłumaczyć własne "małe podłości" trudnym dzieciństwem i brakiem wzorców?
Jeżeli kogokolwiek uraziłam- to przepraszam. Pytam o to wszytsko, bo bardzo chciałabym choc trochę zrozumieć.
"te nasze chore sny o niczym jakby są" /Lili Marlene/
yaga
Senior
Posty: 586
Rejestracja: 3 cze 2012, o 12:40

24 sie 2012, o 16:26

Ponieważ nie chcę zostawić Cię bez jakiejkolwiek odpowiedzi pozwolę sobie wtrącić swoje trzy grosze.

Nie wychowywałam się w takiej rodzinie o jakiej Ty opisujesz, ale ze względu na uczestnictwo w kilku psychoterapiach grupowych temat jest mi znany.

Jest taka teoria psychologiczna, że nasze dzieciństwo, przeżycia z tego okresu mają wpływ na nasze dorosłe życie /ja też jestem jej zwolennikiem/.
W domu rodzinnym dostajemy od rodziców wzorce pewnych zachowań. Rodzice są pierwszymi osobami, które obserwujemy, od których uczymy się życia.
Ponieważ nie znamy innych rodzin, nie wiemy jak to u nich jest przyjmujemy zachowania naszych rodziców za normę i wzorujemy się na nich.
Powstają w naszym mózgu wzorce zachowań, które podświadomie powielamy w życiu dorosłym. Możemy nawet nie zdawać sobie z tego sprawy.

Z tego co piszesz Twój mąż coś o tym wie, zdaje sobie z Tego sprawę, ale nie umie sobie z tym poradzić.

Proponowałabym mężowi terapię z psychologiem, aby mógł poznać te mechanizmy i związane z nimi emocje. To jest droga do zmiany zachowania.
shadow pisze:. Z drugiej strony - czy można wiecznie tłumaczyć własne "małe podłości" trudnym dzieciństwem i brakiem wzorców?
No nie, nie popadajmy w przesadę. Tak prosto to nie ma. Jak wiem o co chodzi to tym bardziej trzeba się postarać żeby nie powielać tych samych błędów.
Czy jak np. ojciec bił mnie pasem do krwi to znaczy, że ja też mam swoje dziecko tak bić?
Nie, bo wiem jaka to jest krzywda i po to to pamiętam, żeby nigdy nikomu nie zrobić tego samego.
shadow pisze: bardzo silna pogarda, jaką okazuje mój mąż. Tak się złożyło, że większość winy przypisuje swojej mamie i siłą rzeczy najbardziej gardzi właśnie nią
shadow pisze: kto żył w warunkach permanentnej wojny swoich rodziców,
Prawdopodobnie Twój mąż wychowywał się w atmosferze kłótni, awantur, wzajemnej nietolerancji, braku miłości, poczucia bezpieczeństwa, a może braku akceptacji, a może i przemocy wobec dzieci.
Prawdopodobnie matka Twojego męża nie była dla niego dobrą matką w czasach jego dzieciństwa.
Mąż ma do niej dużo żalu, gniewu, złości i pretensji.
Tego nie piszesz, ale to jest prawdopodobne.

To wszystko jest do omówienia z psychologiem. Przydałaby się mężowi psychoterapia.

Poczytaj w internecie o mechanizmach psychologicznych. /np. http://www.sciaga.pl/tekst/72695-73-psy ... a/strona/3

Przed chwilą zajrzałam do Twojego postu w dziale : uzależniony,egoistyczny mąż z rozitej rodziny/dobry człwoiek.

Teraz wszystko układa się w całość.

Leczenie i jeszcze raz leczenie.
Pozdrawiam Yaga.
Awatar użytkownika
shadow
Posty: 6
Rejestracja: 15 sie 2012, o 15:10
Lokalizacja: R-k
Kontakt:

25 sie 2012, o 14:04

Dziękuję za odpowiedź i linki.
Mąż przez jakiś czas chodził na psychoterapie (kilka tygodni), ja przez ponad 2 lata. Ale On nie jest jeszcze chyba gotowy by sie zmierzyć z tym co siedzi mu w głowie. Na pewno jest tego wszystkiego świadomy (pomijając to, co robi podświadmie). Psychoterapeutka, do której chodziłam powiedziala mi, że człowiek zaczyna coś robić ze sobą gdy juz dłużej nie może wytrzymać (co jest logiczne).
Co do wpływu rodziny- zadziwiające jest jak bardzo mój mąż powiela pewne zachowania i postawy swoich rodziców, mimo że tak bardzo źle je ocenia. Jak trudno jest zacząć postepować inaczej. Ale skądś to jednocześnie znam...
"te nasze chore sny o niczym jakby są" /Lili Marlene/
yaga
Senior
Posty: 586
Rejestracja: 3 cze 2012, o 12:40

25 sie 2012, o 16:24

Myślę, że te mechanizmy są tak głęboko w nas zakorzenione, ze nawet nie wiemy, że robimy coś tak samo. Ja też często się na tym łapie. Oczywiście po fakcie.
Mężowi jeszcze przydałaby się psychoterapia. Dwa tygodnie to mało. Nie da się przez dwa tygodnie przepracować całego życia. Ja ostatnio byłam przez parę miesięcy.
Ale początki już ma i warto to kontynuować.
Pozdrawiam Yaga.
Awatar użytkownika
shadow
Posty: 6
Rejestracja: 15 sie 2012, o 15:10
Lokalizacja: R-k
Kontakt:

26 sie 2012, o 21:15

On na ten moment nie chce. Staram sie podsuwać Mu do poczytania artykuły, które mogłyby dać Mu do myślenia, ale jak dotąd nic z tego. Ostatnio poszedł z zamiarem rozprawienia się z uzależnieniem od biegania, ale po 1 wizycie znów zrezygnował. Jeszcze myślę o podjęciu terapii grupowej. Może Go namówię.
"te nasze chore sny o niczym jakby są" /Lili Marlene/
yaga
Senior
Posty: 586
Rejestracja: 3 cze 2012, o 12:40

27 sie 2012, o 07:46

Widać potrzebuje więcej czasu, musi dojrzeć do tej decyzji.
Może pomału małymi kroczkami uda się go przekonać. Trzeba go przekonać, że nie jest to wyjście z sytuacji i nie przynosi na dłuższą metę rozwiązania problemu.
Ale jest światełko w tunelu bo próbuje.
Pozdrawiam Yaga.
ODPOWIEDZ